Go to main content

University of Silesia in Katowice

Synonim zła. Rozmowa z dr. hab. Maciejem Pieprzycą, reżyserem filmu „Jestem mordercą”

20.07.2017 - 10:00 update 05.11.2019 - 11:18
Editors: admin

Artykuły z cyklu „Nauka i sztuka”

Dr hab. Maciej Pieprzyca jest autorem dokumentu pt. „Jestem mordercą…” poświęconego słynnej historii „Wampira z Zagłębia”, który w latach 60. ubiegłego wieku zaatakował dwadzieścia kobiet. Czternaście z nich nie przeżyło ataku. Skazany na śmierć został wówczas Zdzisław Marchwicki[1]. Tymczasem od wielu lat ukazują się artykuły inspirowane pytaniem, czy na pewno osądzono właściwego człowieka. Kilkanaście lat później reżyser rozpoczął prace nad filmem fabularnym inspirowanym tą samą historią, lecz tym razem opowiedzianą z perspektywy młodego milicjanta prowadzącego skomplikowane śledztwo. Film prowokuje odbiorcę do postawienia pytania: kto tak naprawdę wypowiada słowa: „Jestem mordercą”?


Dr hab. Maciej Pieprzyca
Dr hab. Maciej Pieprzyca z Zakładu Reżyserii Telewizyjno-Filmowej Wydziału Radia i Telewizji im. Krzysztofa Kieślowskiego Uniwersytetu Śląskiego
Fot. Julia Agnieszka Szymala
 

Dr Małgorzata Kłoskowicz: W 1998 roku powstał dokument pt. „Jestem mordercą…” opowiadający losy rodziny Marchwickich, w tym głównie dwóch z trzech braci – Henryka oraz Zdzisława. Urodził się Pan na Śląsku w roku, w którym pierwsza kobieta padła ofiarą słynnego „Wampira z Zagłębia”… Jak zapamiętał Pan tę historię?

Dr hab. Maciej Pieprzyca: Każdy, kto urodził się na Śląsku czy w Zagłębiu w tamtym czasie, musiał słyszeć o tej sprawie. Panowała psychoza strachu. Mój tata ze starszym bratem wychodzili po mamę, która wracała późno z pracy. Ja byłem oczywiście mały, ale pamiętam, że w rozmowach padało nazwisko Marchwickiego w kontekście skazanego na śmierć seryjnego mordercy kobiet. Wyrok wykonano w 1977 roku. Jak większość osób byłem przekonany, że osądzono właściwego człowieka. Zapanował spokój, ludzie przestali się bać, życie wróciło do normy. Zdzisław Marchwicki stał się synonimem zła. Potem poznałem Henryka Marchwickiego, brata Zdzisława i usłyszałem inną wersję tej historii.

MK: Bracia Zdzisław i Jan zostali powieszeni w jednym z katowickich garaży, Henryka Marchwickiego skazano na 25 lat pozbawienia wolności, opuścił jednak więzienie pięć lat przed upływem tego czasu ze względu na zły stan zdrowia…

MP: Były lata 90. XX wieku, zmienił się system. Henryk Marchwicki nie miał nic, ani pracy, ani pieniędzy, ani domu. Chciał zwrócić na siebie uwagę, przykuł się więc do balustrady przy Urzędzie Wojewódzkim w Katowicach. W tym czasie go poznałem i wysłuchałem jego opowieści. Potem nawiązałem kontakt z oficerami śledczymi milicji, którzy tę sprawę prowadzili, prokuratorem, współwięźniem, prawnikami czy wreszcie osobami spokrewnionymi z braćmi Marchwickimi. W tym czasie byłem już absolwentem Wydziału Radia i Telewizji Uniwersytetu Śląskiego, zaproponowałem Andrzejowi Fidykowi, szefowi redakcji dokumentalnej TVP1, że przygotuję dokument na temat tej sprawy. Głównym bohaterem miał być Henryk Marchwicki, niestety tydzień przed rozpoczęciem zdjęć dowiedziałem się, że nie żyje. Spadł ze schodów…

MK: Dokument został jednak zrealizowany…

MP: Zastanawiałem się wtedy, jak zmienić koncepcję filmu. Postanowiłem nie rezygnować, tylko mimo wszystko nakręcić ten film, aby odsłonić inną stronę słynnej sprawy sprzed ponad dwudziestu lat. W dokumencie wykorzystałem fragmenty korespondencji Henryka Marchwickiego, jego obecność jest zatem silnie wyczuwalna mimo braku fizycznej obecności.

MK: Czy bohaterowie filmu dokumentalnego chcieli rozmawiać o tej sprawie?

MP: Im historia jest bardziej kontrowersyjna, tym trudniej nakłonić ludzi do tego, żeby o niej opowiadali. Reakcje były różne. Wiele osób nie chciało wracać do tej sprawy, zwłaszcza członkowie rodziny. To było zbyt bolesne doświadczenie. Mimo tego niektórzy zgodzili się wystąpić w filmie. W efekcie dokument „Jestem mordercą…” odsłania wiele niewyjaśnionych wątków sprawy i myślę, że skutecznie poddaje w wątpliwość społeczne przekonanie o winie Zdzisława Marchwickiego i jego braci.

MK: Kiedy pojawiła się informacja, że rozpocznie Pan realizację filmu fabularnego pod niemalże powtórzonym tytułem („Jestem mordercą”) i zbudowanego znów na kanwie historii „Wampira z Zagłębia”, wszystko wskazywało na to, że głównym bohaterem będzie postać inspirowana losami Zdzisława Marchwickiego. Tymczasem opowiada Pan historię młodego milicjanta Janusza Jasińskiego, który kieruje grupą dochodzeniową w sprawie seryjnego mordercy. To było spore zaskoczenie.

MP: Powróciłem do tego tematu po kilkunastu latach. Film dokumentalny z 1998 roku był formą rozliczenia się ze słynną sprawą i z ciążącym nad nią systemem politycznym. Mówił o domniemanej winie Marchwickich, o braku twardych dowodów, manipulacji, o podejrzeniach, że skazano na śmierć dwie niewinne osoby i krzywdzie wyrządzonej rodzinie. W 2014 roku zacząłem myśleć o przygotowaniu filmu fabularnego. Okazało się, że przez lata, które upłynęły od zrealizowania dokumentu, w tej sprawie nie pojawiły się właściwie żadne nowe fakty, które mogłyby coś dopowiedzieć. Jeśli poszedłbym tym tropem, powiedziałbym zapewne to samo, dlatego postanowiłem stworzyć uniwersalną opowieść o człowieku i wewnętrznej walce dobra ze złem. Świat wykreowany w filmie staje się zatem jedynie tłem. Czy ktoś czyta „Makbeta”, aby poznać historię Szkocji?
 

Młody milicjant próbuje schwytać seryjnego mordercę kobiet. Kadr z filmu.Młody milicjant Janusz Jasiński próbuje schwytać seryjnego mordercę kobiet. Kadr z filmu
Fot. RE Studio
 

MK: Jedną z ostatnich scen w dokumencie z 1998 roku jest zdjęcie maski pośmiertnej Zdzisława Marchwickiego. Film fabularny otwiera scena zdejmowania maski pośmiertnej z twarzy Wiesława Kalickiego (postaci inspirowanej losami Marchwickiego). Traci znaczenie klasyczne pytanie: kto naprawdę zabił te kobiety? Zdajemy sobie również sprawę z tego, że nie znajdziemy odpowiedzi na pytanie, czy osądzony był rzeczywiście winny zarzucanych mu czynów. Zastanawiamy się raczej, kto wypowiada tytułowe słowa: „jestem mordercą”…

MP: Opowiedziana historia inspirowana była oczywiście tamtymi wydarzeniami, ale ja chciałem przede wszystkim stworzyć obraz dobrego człowieka, który ulega przemianie – w szczególnych okolicznościach, podlegając różnym presjom zewnętrznym i wewnętrznym, niepostrzeżenie zaraża się złem…

MK: Trudno wskazać jeden moment, w którym dokonuje się wspomniana przez Pana przemiana…

MP: …ponieważ jest to proces. W przypadku Janusza Jasińskiego mamy ciąg kompromisów, pierwsze kłamstwo, drugie kłamstwo, potem następne, zdrada żony, zagłuszanie wątpliwości itd. Kolejne wydarzenia zaczynają go „oblepiać”, aż w końcu zdaje sobie sprawę z tego, że jest już za późno.
 

Kadr z filmu. Sala sądowa – zeznaje oskarżony Wiesław Kalicki.
Zespół milicjantów kierowany przez Janusza Jasińskiego odnosi sukces. Przed sądem zeznaje oskarżony o seryjne morderstwo kobiet Wiesław Kalicki
Fot. RE Studio
 

MK: Jest w filmie taka scena: Janusz Jasiński siedzi naprzeciwko wyłączonego kolorowego telewizora, w którym odbija się jego zmęczona twarz. Obraz wygląda tak, jakby był kadrem z relacjonowanej w telewizji rozprawy sądowej, a on siedział zrezygnowany na ławie oskarżonych… A siedzi tam przecież człowiek, który zatrzymał potencjalnego mordercę, przywrócił spokój lokalnej społeczności, zapewnił wysokie standardy życia swojej rodzinie, a nawet zyskał w oczach teścia, przyczyniając się do egzekucji jednego człowieka, który być może bił swoją żonę, być może nosił rozmiar buta 42, być może palił robocze obuwie i wreszcie – być może zabił czternaście kobiet…

MP: Im bliżej jesteśmy spełnienia marzeń, tym trudniej nam z nich zrezygnować. Bohater ma możliwość zasygnalizować, że być może popełnił błąd, że coś przeoczył, ale zapewne w jego głowie zaczyna toczyć się dialog. A co jeśli zakwestionowanie decyzji niczego nie zmieni? Jeśli okazałoby się, że nikt nie popełnił błędu? W efekcie tylko on straci coś, do czego zdążył się już przyzwyczaić… Nikt z nas nie lubi tracić. On jest ambitny, nie boi się wyzwań, chce być bohaterem dla swojego syna, polepszyć status swojej rodziny, a przecież wiemy, że tylko ludzie, którzy nic nie robią, nie popełniają błędów… W tym zamieszaniu nadchodzi niepostrzeżenie moment wyboru między dobrem a złem.
 

Zdjęcie Janusza Jasińskiego, postaci z filmu
Kto tak naprawdę wypowiada słowa “Jestem mordercą”? Janusz Jasiński (w tej roli Mirosław Haniszewski)…
Fot. RE Studio
 

Zdjęcie Wiesława Kalickiego, postaci z filmu.
…czy Wiesław Kalicki (w tej roli Arkadiusz Jakubik)?
Fot. RE Studio
 

MK: Dobro i zło na przemian odbija się również w twarzy Wiesława Kalickiego, postaci, której pierwowzorem był Zdzisław Marchwicki. Rolę tę zagrał Arkadiusz Jakubik i to z myślą o nim przygotowywał Pan scenariusz…
 

MP: Współpracowałem z Arkiem wcześniej przy realizacji filmu „Chce się żyć”. Jest świetnym aktorem, Dostrzegłem w nim cechy, które wpisywały się w obraz granej przez niego postaci. Jest w jego twarzy pewna ambiwalencja pozwalająca widzom zobaczyć zarówno mordercę, jak i człowieka niewinnego, lecz złamanego metodami stosowanymi podczas śledztwa. Brak jednoznacznej odpowiedzi na pytanie o winę jest jeszcze silniejszy w przypadku odbiorców, którzy nie znają historii „Wampira z Zagłębia”.

MK: Z jednej strony otrzymujemy zatem silnie zakorzenioną w realiach polskiego PRL-u historię, z drugiej – mamy uniwersalną opowieść o walce dobra ze złem docenianą przez odbiorców z innych kręgów kulturowych, o czym świadczy chociażby przyznana Panu ostatnio nagroda dla najlepszego reżysera podczas Shanghai International Film Festival – jednego z największych festiwali filmowych w Azji Wschodniej. Jak zareagowali młodzi azjatyccy widzowie na film?

MP: W Szanghaju podczas festiwalu odbyła się międzynarodowa premiera naszego filmu. Obawiałem się reakcji widzów. Polska historia tego okresu jest właściwie zrozumiała tylko dla odbiorców z naszego kręgu kulturowego. Rozmawiając z tamtejszymi widzami, zrozumiałem jednak, że tło historyczne nie odgrywa aż tak znaczącej roli. Zainteresowała ich przede wszystkim historia człowieka zarażonego złem. Osiągnąłem zatem swój cel.

MK: Kto mówi: jestem mordercą?

MP: Tytuł dokumentu był cytatem z wypowiedzi Zdzisława Marchwickiego, który na sali sadowej pod koniec procesu powiedział : „Z tego, co się tutaj dowiedziałem, jestem mordercą…”. Ten rodzaj niedopowiedzenia był dla mnie niezwykle istotny. W tytule zrealizowanego kilkanaście lat później filmu fabularnego nie ma już tej niepewności i wielokropka po ostatnim wyrazie. Kto inny jest mordercą. Ale by się o tym przekonać, trzeba zobaczyć film.

MK: Dziękuję za rozmowę.


[1] Bracia Jan oraz Zdzisław Marchwiccy zostali skazani na karę śmierci za udział w morderstwach kobiet. Trzeci z braci Henryk został skazany na karę 25 lat pozbawienia wolności. Ich siostrę Halinę Flak oraz jej syna Zdzisława Flaka skazano na 4 lata więzienia. 


Dr hab. Maciej Pieprzyca – reżyser filmowy, scenarzysta, pisarz. Studiował dziennikarstwo na Uniwersytecie Śląskim w Katowicach, scenariusze w Szkole Filmowej w Łodzi i reżyserię na Wydziale Radia i Telewizji im. Krzysztofa Kieślowskiego Uniwersytetu Śląskiego w Katowicach.

Scenarzysta i reżyser filmów fabularnych: „Jestem mordercą”, „Chce się żyć”, „Drzazgi”, „Barbórka” oraz „Inferno”. Autor nagradzanych spektakli Teatru Telewizji TVP, takich jak: „Fryzjer”, „Padnij”, „Rodzinny Show” czy „Komu wierzycie” oraz filmów dokumentalnych: „Jestem mordercą…”, „Przez nokaut”, „Inna”. W 2013 wydał powieść pt. „Chce się żyć”. Jest pracownikiem Zakładu Reżyserii Telewizyjno-Filmowej na Wydziale Radia i Telewizji im. Krzysztofa Kieślowskiego Uniwersytetu Śląskiego.

return to top