Przejdź do treści

Uniwersytet Śląski w Katowicach

Instytut Dziennikarstwa i Komunikacji Medialnej

Ludzie są najważniejsi
rozmowa z dr hab. Magdaleną Ślawską, prof. UŚ

 

Ponad 17 tys. uczestników Uniwersyteckiego Miasteczka Naukowego, 6 Kongresów Oświaty, około 4 tys. uczestników na regularnych zajęciach, ponad 1000 przeszkolonych nauczycieli akademickich i doktorantów – to tylko niektóre z osiągnięć Uniwersytetu Otwartego w Uniwersytecie Śląskim. Od 2013 roku jednostką zarządzała dr hab. Magdalena Ślawska, prof. UŚ. To pod jej opieką nastąpił rozwój tej jednostki, choć ona twierdzi, że liczby nie są tu ważne.

Dr hab. Magdalena Ślawska, prof. UŚ w przyszłej siedzibie Uniwersytetu Otwartego

Magdo, za Tobą decyzja o rezygnacji z kierowania Uniwersytetem Otwartym. Domyślam się, że nie było Ci łatwo. Co Cię do tego skłoniło?

To była złożona decyzja. Dojrzewałam do niej miesiącami, jeśli nie dłużej. Ostatnie lata były bardzo intensywne zawodowo – dużo się działo naukowo i organizacyjnie. Do tego dołączyło się zdalne zarządzanie jednostką, zdalna dydaktyka. Wszyscy teraz jesteśmy przepracowani. Ja także bardzo to odczułam i postanowiłam to zmienić.

W pożegnaniu powiedziałaś w kontekście Uniwersytetu Otwartego: „Zmiana jest naszą stałą”.

Te osiem lat to była ciągła zmiana. Dochodziły nowe projekty i tym samym nowe osoby, ale zmiana obejmowała też strukturę organizacyjną. Dopracowywałam na przykład rekrutacje, które w UO zawsze były wieloetapowe i bardzo mocno oparte na poszukiwaniu konkretnych kompetencji. Tym samym zatrudniałam najlepszych ludzi. Zmiana dotyczyła też każdego z nas, bo wszyscy dbaliśmy o to, aby indywidualnie się rozwijać. Taki był również ostatni rok. Pandemia, a więc zdalne spotkania biura, zdalny planer, zdalna ewaluacja i co chyba najważniejsze – ostatni rok był dla mnie uczeniem się tego, jak zarządzać wspólnie – z dr Magdaleną Piotrowską-Grot. To była ważna, choć niełatwa lekcja. I za nią bardzo Magdzie dziękuję.

W jakim momencie była jednostka, kiedy objęłaś funkcję dyrektora?

To było ponad osiem lat temu, wówczas jednostka funkcjonowała pod nazwą Centrum Kształcenia Ustawicznego. Działały w niej: Uniwersytet Śląski Dzieci i Uniwersytet Trzeciego Wieku. Ja byłam zaangażowana w Uniwersytet Śląski Młodzieży, a obok pierwsze kroki stawiała Dominika Hofman-Kozłowska z Uniwersytetem Śląskim Maturzystów. W zamyśle ówczesnych władz rektorskich jednostka miała scalać działania na zewnątrz uczelni, być forpocztą najlepszych działań akademickich i dydaktycznych, a jednocześnie udowadniać, że nauka trwa przez całe życie.

Działania Waszego zespołu z marca zeszłego roku pokazują, że byliście nie tylko na zewnątrz uniwersytetu, ale także mocno zaangażowaliście się w działania na rzecz zdalnego kształcenia.

To nie tylko te działania były do wewnątrz uniwersytetu, choć te zostały zauważone. Proces był złożony. Kilka lat wcześniej rozpoczęliśmy Otwarte Spotkania Dydaktyczne – spotkania wokół dydaktyki dla naszych akademików. Było mi to bardzo bliskie, ponieważ uwielbiam uczyć i uważam, że dydaktyka na uczelni jest ważna. W zeszłym roku akademickim powołaliśmy Centrum Dydaktyki, a w październiku razem z dr Magdaleną Piotrowską-Grot przygotowałyśmy dalsze możliwe etapy rozwoju dydaktyki na uniwersytecie, takie jak centrum badawcze czy wsparcie tutoringu.

Liczby słuchaczy robią wrażenie – z czego jesteś szczególnie dumna? Jestem też ciekawa wydarzeń i projektów, które najbardziej utkwiły Ci w pamięci.

Liczby zawsze dobrze działają, ale to nie z nich jestem dziś dumna, tylko z ludzi, z naszych relacji i z tego, jaki zespół udało nam się stworzyć. Nawet nie wiem, czy słowo duma jest tu właściwe, czuję dużą wdzięczność – za pewną wolność, którą dostałam, i za ludzi, z którymi pracowałam i nawzajem się kształtowaliśmy. Kiedy myślę o tym, patrząc z perspektywy czasu, wiem, że w ogóle nie postawiłam sobie takich celów, jak liczba projektów, słuchaczy, współpracowników. Nigdy nie zakładałam, jak duża ma być to jednostka. Chciałam, aby była miejscem, w którym ludzie chcą być i które będzie wyjątkowe w przestrzeni uczelni. Wydaje mi się, że to się udało i dziś ludzie, którzy chcą zrobić coś wokół edukacji, myślą o Uniwersytecie Otwartym. Jeśli mówimy o projektach – to nie sposób ich wszystkich wymienić. Z pewnością były to Kongresy Oświaty, dobrze pamiętam te pierwsze z Markiem Kaczmarzykiem, który uczył nas, jak myśleć o edukacji jako relacji, i ten ostatni, z Kenem Robinsonem online. Cieszyła mnie każda współpraca między jednostkami, to na niej opiera się m.in. sukces Uniwersyteckiego Miasteczka Naukowego czy projekt „Pamela Mission” koordynowany przez Unibota, w ramach którego do stratosfery zostały wysłane żywe organizmy. Dumna też byłam z naszych stałych projektów, takich jak Akademia Dyplomacji czy Uniwersytet Śląski dla Nauczycieli. Ważne były także te działania, które zaowocowały projektem przestrzeni i nową siedzibą – to właśnie tam wkrótce będą realizowane działania Uniwersytetu Otwartego.

Wydaje mi się, że warto powiedzieć także o Twoim modelu zarządzania.

Na początku robiłam to zupełnie intuicyjnie, ponieważ zależało mi, aby wypracować pewien model współpracy między koordynatorami. Dlatego oprócz indywidualnych spotkań organizowałam spotkania wszystkich koordynatorów. Ważną częścią były nasze wspólne szkolenia, ale i coroczna ewaluacja. To budowało nasz zespół. Wówczas pojawiło też wiele nowych pomysłów, takich jak „Niesamowita historia ludzkości”. Jednocześnie wiele naszych projektów działało bardzo autonomicznie i każdy koordynator jednostki samodzielnie decydował o wartości merytorycznej swojego przedsięwzięcia, dbał o jego jakość – po prostu odpowiadał za swój projekt. Wraz z kierowaniem UO uczyłam się zarządzania i to, co robiłam intuicyjnie, okazywało się potem elementami turkusowego zarządzania.

I masz przekonanie, że to się sprawdziło?

Tak, zdecydowanie. Choć nie było łatwo w hierarchicznej strukturze uczelni wprowadzać elementy turkusu, elementy samozarządzającej się jednostki. Dla mnie najważniejsi są ludzie i to dlatego oni w wielu momentach byli współtwórcami wizji naszej jednostki. Bliskie nam było myślenie Petera Sengego, twórcy i propagatora rozwijania „organizacji uczących się”. Tak więc z początków naszej drogi pozostała wolność i autonomia działań z jednoczesnym dostrzeżeniem procesów i ważnych mechanizmów. Wiele czasu poświęcaliśmy na to, aby pracować nad komunikacją, pracą zespołową, promocją w UO. Tworzyliśmy grupy robocze. W moich działaniach nie było tylko twórczych i kreatywnych pomysłów edukacyjnych, ale i próba sprofesjonalizowania całej mechaniki administracyjnej.

Czyli?

Najczęstsze myślenie jest takie, że skoro mamy świetnego dydaktyka, to mamy szkolenie. Ale mamy tylko element – ważny, choć nie jedyny. Wokół każdego działania edukacyjnego skupiają się kwestie administracyjne. Są to takie działania, jak przygotowanie projektu, jego wdrożenie, promocja, rekrutacja, a następnie skosztorysowanie, a potem rozliczenie. Wiele z tych działań obywa się w biurze Uniwersytetu Otwartego. Razem z Ewą Dębską wdrożyliśmy stały harmonogram naszego roku, dzięki czemu wiemy, w których miesiącach jest trudniej, bo zbyt dużo projektów nakłada się na siebie. Dlatego ważne jest to, aby docenić pracę ludzi, którzy może nie są „twarzami” tych projektów, ale bez nich nie byłoby działań UO. To są nasi pracownicy etatowi, ale i współpracujące z nami osoby z poszczególnych działów administracji ogólnouczelnianej.

Gdy tego słucham, nie widzę tu przestrzeni na konflikt.

Tu powinniśmy wstawić słowo śmiech w didaskaliach. Nie ma możliwości, aby w zespołach unikać sytuacji trudnych i konfliktowych, ale wydaje mi się, że udawało nam się tymi konfliktami zarządzać. Zależało mi, aby mojemu zespołowi towarzyszyło przekonanie, że w swoich działaniach jestem autentyczna, więc zdarzało mi się mówić, że coś jest nie tak. Czy taka informacja zwrotna im pasowała i czy budowała zaufanie – o to należałoby zapytać już zespół.

Przed UO zmiany i wyzwania, a jakie plany przed Tobą?

Odpoczynek. I praca naukowa. Badam teraz kompetencje, świadomość gatunkową dziennikarzy. Zawsze interesowało mnie to, jak pracują ci, którzy w tym zawodzie dochodzą do mistrzostwa. Wiemy, że to nie jest tylko wiedza, znajomość gatunku, ale za tym kryje się indywidualizm, osobowość twórcy. Lubię w tekście szukać śladów autora, jego kompetencji. Dydaktyka jest mi również bliska, będę się więc realizować, tylko już w innej roli w UO i na swoim wydziale.

Bardzo dziękuję za rozmowę.

Autorzy: Barbara Jendrzejczyk
Fotografia: Barbara Jendrzejczyk

Źródło: gazeta.us.edu.pl

return to top