Przejdź do treści

Uniwersytet Śląski w Katowicach

search
Wydział Nauk Społecznych

„Chłopaki nie płaczą”? – wywiad z okazji Dnia Chłopaka z dr Magdaleną Sitko-Dominik

29.09.2026 - 08:27 aktualizacja 29.09.2026 - 08:27
Redakcja: violettakulik

Obchodzony w Polsce 30 września Dzień Chłopaka to zazwyczaj czas życzeń, drobnych upominków i luźnych rozmów. Gdyby jednak odłożyć na bok świętowanie i przyjrzeć się realiom, w jakich dorastają dzisiejsi nastolatkowie i młodzi mężczyźni, obraz przestaje być jednoznaczny.

Jak zmienia się definicja „bycia mężczyzną” w XXI wieku? O skrajnych wzorcach męskości, statystykach i o tym, jak dać młodym ludziom prawo do bycia po prostu człowiekiem, rozmawiamy z badaczką psychologii dr Magdaleną Sitko-Dominik.

 

Violetta Kulik: Wokół Dnia Chłopaka często rozmawiamy o prezentach i życzeniach. A gdybyśmy spojrzeli na to święto oczami badacza – w jakiej kondycji psychicznej i społecznej witają je dzisiejsi chłopcy i młodzi mężczyźni?

Dr Magdalena Sitko-Dominik: Powiedziałabym, że w niejednoznacznej. Z jednej strony młodzi mężczyźni dorastają w świecie, w którym coraz więcej mówi się o emocjach, zdrowiu psychicznym i partnerskich relacjach. Z drugiej – nadal mierzą się z oczekiwaniem, że mężczyzna powinien być silny, samodzielny i przede wszystkim radzić sobie sam. Badania pokazują, że takie normy męskości mogą utrudniać szukanie pomocy i korzystanie ze wsparcia innych.

Dlatego współcześni chłopcy dorastają trochę pomiędzy dwoma modelami męskości: tym, który mówi „bądź twardy i poradź sobie sam”, i tym, który pozwala być silnym, a jednocześnie potrzebować innych. I właśnie nauczenie się, że jedno nie wyklucza drugiego, wydaje mi się dziś szczególnie ważne.

 

Violetta Kulik: Z jakimi największymi mitami na temat męskości wciąż musimy się mierzyć w XXI wieku?

Dr Magdalena Sitko-Dominik: Wiele z nich jest zaskakująco trwałych. Już Deborah S. David i Robert Brannon w latach 70. opisali cztery kulturowe nakazy kierowane do mężczyzn, które można streścić bardzo dosadnie: „nie bądź babą”, „bądź grubą rybą”, „bądź twardy jak stal” i „bądź agresywny”. Zmienia się język, którym o nich mówimy, ale same przekazy łatwo odnaleźć także we współczesnej kulturze. Taco Hemingway w „1990s Utopia” zestawia męskość ze statusem, sukcesem, wyglądem czy agresją – czyli niemal dokładnie z tymi imperatywami opisanymi pół wieku wcześniej.

Jest jeszcze jedna cecha tradycyjnie rozumianej męskości: nie jest ona traktowana jak coś danego raz na zawsze. Trzeba ją nieustannie potwierdzać – zachowaniem, siłą, sukcesem, sposobem reagowania na emocje. Jeśli męskość trzeba ciągle potwierdzać, równie łatwo można usłyszeć, że nie spełniło się związanych z nią oczekiwań.

Siła, odwaga, ambicja czy samodzielność są jednymi z wielu możliwych sposobów działania. Ograniczeniem stają się wtedy, kiedy przestają być możliwością, a zaczynają być powinnością – kiedy mężczyzna ma być silny także wtedy, gdy potrzebuje pomocy i samodzielny także wtedy, gdy mógłby skorzystać ze wsparcia innych.

 

Violetta Kulik: Słynne powiedzenie „chłopaki nie płaczą” odchodzi do lamusa, czy wciąż ma się dobrze w polskim wychowaniu?

Dr Magdalena Sitko-Dominik: Powiedziałabym, że nadal ma się całkiem dobrze, choć coraz częściej zaczynamy ten komunikat kwestionować. „Chłopaki nie płaczą” to przecież nie tylko zakaz płaczu. To znacznie szersza lekcja: są emocje, których mężczyźnie nie wypada okazywać, bo mogą zostać uznane za oznakę słabości. Takie przekazy są szczególnie trwałe, ponieważ uczymy się ich bardzo wcześnie – nie tylko ze słów rodziców, ale również obserwując, jak sami dorośli radzą sobie z emocjami.

Co ciekawe, zmianę bardzo dobrze słychać dziś w muzyce. Fisz i Szczyl w „Piruetach” wracają do pokolenia ojców, którzy kochali swoich synów, choć nie zawsze potrafili to okazać, i synów uczących się nie płakać. Gibbs i Opał pokazują, jak tłumienie emocji może być przekazywane z ojca na syna. A w „Chłopaki nie płaczą” Bedoesa i Taco Hemingwaya tytułowy nakaz zostaje wprost odwrócony: chłopcy mają prawo płakać, czuć i mówić o emocjach. To ważna zmiana: popkultura nie tylko powtarza już wzorce męskości, ale zaczyna je nazywać i podważać. Bo ostatecznie nie chodzi o to, czy chłopak płacze. Chodzi o to, czy wie, że ma prawo czuć i potrafi o tym mówić.

 

Violetta Kulik: Jak zmienia się definicja „bycia mężczyzną” wśród dzisiejszych nastolatków i dwudziestolatków w porównaniu do pokolenia ich rodziców?

Dr Magdalena Sitko-Dominik: Nie powiedziałabym, że młodzi mężczyźni odrzucają tradycyjny model męskości. Raczej poszerzają jego granice. Siła, odpowiedzialność, zaradność czy sukces nadal są ważne, ale coraz częściej obok nich pojawia się przekonanie, że mężczyzna może mówić o emocjach, korzystać ze wsparcia innych czy przyznać, że z czymś sobie nie radzi.

Ciekawy przykład przynoszą badania dotyczące ratowników medycznych – zawodu silnie kojarzonego z odwagą, opanowaniem i samodzielnością. Młodzi mężczyźni wchodzący do tego zawodu coraz częściej kwestionują wpisany w niego nakaz tłumienia emocji. Podobną zmianę widać w popkulturze: męskość coraz częściej mieści również lęk, zmęczenie, bliskość czy korzystanie z pomocy. Nie powstaje więc jeden nowy wzorzec „prawdziwego mężczyzny”. Raczej pojawia się więcej sposobów, żeby nim być.

 

Violetta Kulik: Statystyki dotyczące zdrowia psychicznego mężczyzn w Polsce są alarmujące – szczególnie w kontekście prób samobójczych. Dlaczego młodym mężczyznom wciąż tak trudno prosić o pomoc?

Dr Magdalena Sitko-Dominik: Proszenie o pomoc może pozostawać w konflikcie z tym, czego przez lata uczymy chłopców: bądź silny, samodzielny, panuj nad emocjami, radź sobie sam. Jeśli przyznanie „nie daję sobie rady” zostaje odebrane jako osobista porażka, młodym mężczyznom trudno prosić o pomoc.

W naszych badaniach z dr. Tomaszem Jakubowskim wśród funkcjonariuszy Policji, funkcjonariuszy Państwowej Straży Pożarnej i ratowników medycznych widzimy znaczenie tradycyjnych norm męskości oraz wsparcia społecznego. W ich pracy opanowanie, odporność i działanie są ogromnym zasobem, ale problem pojawia się, gdy „muszę sobie poradzić sam” nie kończy się wraz z dyżurem czy służbą. Bardzo trafnie ujmuje to Agnieszka Kozak: proszenie o pomoc to sięganie po moc innych ludzi.

 

Violetta Kulik: Jak nauka tłumaczy sposób, w jaki chłopcy przeżywają trudne emocje? Czy ich ekspresja różni się od sposobu, w jaki robią to dziewczęta?

Dr Magdalena Sitko-Dominik: Nie powiedziałabym, że chłopcy przeżywają inne emocje niż dziewczęta. Różnice dotyczą raczej tego, czego uczymy się z tymi emocjami robić. Od najmłodszych lat dzieci obserwują, które emocje spotykają się z akceptacją otoczenia, a które lepiej ukryć. Chłopiec może więc nauczyć się, że złość łatwiej pokazać niż lęk, smutek czy bezradność.

Dlatego obserwowane różnice między chłopcami i dziewczętami nie muszą mówić nam o tym, jakie emocje przeżywają, lecz raczej o tym, jak nauczyli się je wyrażać. To istotne rozróżnienie, bo brak widocznego smutku czy lęku nie oznacza, że tych emocji nie ma.

 

Violetta Kulik: W jaki sposób kultura „samowystarczalności” i „bycia silnym za wszelką cenę” wpływa na zdolność budowania bliskich relacji?

Dr Magdalena Sitko-Dominik: Tradycyjnie rozumiana męskość może paradoksalnie oddalać od innych ludzi. Bliskość oznacza przecież nie tylko znać drugiego człowieka, ale też pozwolić mu poznać siebie – powiedzieć, co jest dla mnie ważne, czego potrzebuję, co mnie martwi. Jeśli jednocześnie mężczyzna uczy się, że powinien być samowystarczalny, twardy i radzić sobie sam, te dwa komunikaty zaczynają ze sobą kolidować.

Męskie przyjaźnie często budują się wokół wspólnego działania i zainteresowań. Ograniczeniem staje się sytuacja, w której „robimy coś razem” nie prowadzi do „wiemy coś o sobie”. Można znać kogoś od lat, regularnie się spotykać, a nie wiedzieć, że właśnie przeżywa kryzys. Taco Hemingway śpiewa o nierozmawianiu o problemach i zamiataniu ich pod dywan – popkultura znów dobrze pokazuje mechanizm znany psychologii. Można więc nie być samemu, a jednak czuć się osamotnionym.

 

Violetta Kulik: Młodzi mężczyźni spędzają ogromnie dużo czasu w sieci. Jak algorytmy i media społecznościowe kształtują ich poczucie własnej wartości i wzorce męskości?

Dr Magdalena Sitko-Dominik: Warto najpierw zapytać, dlaczego młodzi mężczyźni spędzają w sieci tak dużo czasu. Internet daje rozrywkę, kontakt z innymi, poczucie przynależności, ale może też pozwalać na chwilę odwrócić uwagę od własnych myśli czy trudnych emocji. I tu pojawia się pewien paradoks: można być niemal bez przerwy z kimś w kontakcie, a jednocześnie nie mieć poczucia, że jest się z kimś naprawdę blisko. Badania pokazują, że sama intensywność kontaktu w mediach społecznościowych nie przekłada się na większą bliskość emocjonalną.

Do tego dochodzi sposób działania mediów społecznościowych. Fisz i Szczyl w „Piruetach” bardzo celnie pokazują doświadczenie życia w świecie, w którym coraz większą rolę odgrywają algorytmy. Media społecznościowe nie pokazują nam całego świata, lecz coraz więcej tego, na czym wcześniej zatrzymaliśmy uwagę. Jeśli młody chłopak interesuje się siłownią, sukcesem czy samorozwojem, może widzieć coraz więcej umięśnionych, pewnych siebie i odnoszących sukcesy mężczyzn. Mamy tendencję do przeceniania powszechności tego, z czym często się spotykamy. Jeżeli codziennie widzę setki umięśnionych mężczyzn, mogę zakładać, że większość mężczyzn właśnie tak wygląda.

Do tego dochodzą porównania społeczne: własną codzienność porównujemy z wybranymi fragmentami życia innych ludzi – ich najlepszym zdjęciem, sukcesem, sylwetką czy podróżą. To może wpływać zarówno na to, jak młodzi mężczyźni oceniają siebie, jak i na to, jak się ze sobą czują.

 

Violetta Kulik: W internecie dużą popularność zdobywają postacie promujące tzw. „hyper-masculinity” (skrajną lub wręcz toksyczną męskość). Z czego wynika dążenie młodych chłopców do szukania takich skrajnych wzorców?

Dr Magdalena Sitko-Dominik: Skrajne wzorce męskości oferują pozornie proste odpowiedzi. Mówią: chcesz być mężczyzną – bądź silny, zarabiaj, wygrywaj, nie okazuj słabości, pracuj nad ciałem. W świecie wielu możliwości i niejednoznacznych oczekiwań taki zestaw jasnych reguł może być atrakcyjny, bo podpowiada, co robić i po czym poznać, że spełnia się określony wzorzec męskości.

Tyle że poprzeczka może się cały czas przesuwać: można być silniejszym, bogatszym, bardziej umięśnionym, odnosić jeszcze większe sukcesy. To przypomina opisane przez Deborah S. David i Roberta Brannona kulturowe nakazy męskości, o których mówiłyśmy wcześniej – status, siłę, twardość i dystansowanie się od tego, co uznawane za kobiece. Pozornie prosta instrukcja może więc zamienić się w niekończące się udowadnianie, że spełnia się jej wymagania.

 

Violetta Kulik: Gdzie współczesny chłopiec ma szukać zdrowych, dojrzałych wzorców do naśladowania, jeśli tradycyjne autorytety tracą na znaczeniu?

Dr Magdalena Sitko-Dominik: Młody człowiek nie potrzebuje instrukcji, jak stać się „prawdziwym mężczyzną”. Potrzebuje kontaktu z różnymi mężczyznami, od których może brać to, co mu służy. Takim wzorem może być ojciec, dziadek, nauczyciel, trener, starszy kolega, ale też ktoś poznany poprzez książkę czy internet. Ważne, żeby zobaczyć, że nie ma jednego właściwego sposobu bycia mężczyzną.

Dobrego wzorca nie poznaje się po sile, pozycji czy liczbie obserwujących, ale raczej po tym, jak człowiek traktuje innych i samego siebie. Czy potrafi brać odpowiedzialność, budować relacje, przyznać się do błędu, stawiać granice, ale też powiedzieć, że czegoś nie wie albo sobie z czymś nie radzi. Dojrzałość nie polega przecież na tym, żeby zawsze być silnym. Raczej na tym, żeby wiedzieć, kiedy można sobie poradzić samemu, a kiedy nie warto.

 

Violetta Kulik: Mówi się o epidemii samotności wśród młodych ludzi, ale często wskazuje się, że to chłopcy mają większy problem z nawiązywaniem głębokich przyjaźni. Czy badania to potwierdzają?

Dr Magdalena Sitko-Dominik: Nie powiedziałabym, że chłopcy mają większy problem z przyjaźnią. Wiemy natomiast, że młodzi mężczyźni mogą być grupą szczególnie narażoną na poczucie osamotnienia. W jednym z największych międzynarodowych badań nad samotnością to właśnie młodzi mężczyźni żyjący w kulturach indywidualistycznych należeli do grup, które doświadczały jej najmocniej. To ważne rozróżnienie, bo poczucie osamotnienia nie oznacza po prostu bycia samemu.

Można mieć kolegów, znajomych, być częścią grupy, a mimo to nie mieć osoby, której można powiedzieć, co naprawdę dzieje się w naszym życiu. Męskie przyjaźnie często budują się wokół wspólnego działania i zainteresowań – to także ważny sposób budowania więzi. Trudność pojawia się wtedy, gdy w relacji brakuje przestrzeni na rozmowę o sobie, swoich problemach czy emocjach. Popkultura dobrze pokazuje oba wymiary tego doświadczenia. Taco Hemingway w „Cichoszy” pokazuje, że można mieć wokół siebie kolegów, a jednak o problemach i emocjach milczeć latami. Z kolei Daria ze Śląska w „ABS” pokazuje, że można regularnie spotykać się z ludźmi, rozmawiać i nadal zadawać sobie pytanie, czy ktoś naprawdę nas zna. Sama obecność innych ludzi nie mówi nam więc jeszcze wiele o jakości i bliskości relacji, które z nimi tworzymy.

 

Violetta Kulik: Jak młodzi mężczyźni odnajdują się w świecie zmieniających się ról płciowych i rosnących oczekiwań ze strony partnerów/partnerek?

Dr Magdalena Sitko-Dominik: Młodzi mężczyźni funkcjonują dziś trochę między dwoma scenariuszami. Z jednej strony wciąż oczekuje się od nich siły, samodzielności, zaradności i sukcesu. Z drugiej – partnerstwa, wrażliwości, zaangażowania i umiejętności rozmowy o emocjach. Problem w tym, że te oczekiwania nie zawsze są ze sobą spójne.

Mężczyzna może być zachęcany do większej otwartości i mówienia o tym, co czuje, ale kiedy rzeczywiście pokazuje lęk, bezradność czy mówi, że sobie z czymś nie radzi, może spotkać się z oczekiwaniem, że jednak powinien być silny i poradzić sobie sam. O tym paradoksie pisze również Andrzej Gryżewski. W rezultacie mężczyzna może nie mieć pewności, na ile rzeczywiście może sobie pozwolić na słabość i nadal być postrzegany jako męski.

Młodzi mężczyźni mierzą się więc nie tyle z jednym nowym wzorcem męskości, ile z wieloma, czasem sprzecznymi oczekiwaniami. I być może największym wyzwaniem jest właśnie znalezienie własnego sposobu bycia mężczyzną.

 

Violetta Kulik: Czego dzisiejsi chłopcy najbardziej potrzebują od swoich rówieśników, a czego od swoich rodziców?

Dr Magdalena Sitko-Dominik: Od rówieśników potrzebują przestrzeni, w której nie trzeba cały czas niczego udowadniać. Takiej, w której można powiedzieć nie tylko „wszystko gra”, ale też przyznać, że coś boli, martwi czy przerasta – bez obawy przed wyśmianiem albo oceną.

Od rodziców potrzebują przede wszystkim zgody na to, że nie muszą realizować jednego wyobrażenia o tym, jaki powinien być mężczyzna. Mogą być odważni albo ostrożni, przebojowi albo spokojni, potrzebować innych albo świetnie radzić sobie sami. Nie musimy mówić chłopcom, jacy mają być. Warto stworzyć im warunki, w których mogą sprawdzić, kim chcą być.

 

Violetta Kulik: Gdyby miała Pani dać jedną, opartą na wiedzy naukowej radę współczesnym chłopcom – co by to było?

Dr Magdalena Sitko-Dominik: Bądź ciekawy siebie. Nie rezygnuj z czegoś, co może ci służyć, tylko dlatego, że ktoś uznał to za niemęskie. Ale też nie rób czegoś wyłącznie dlatego, że „tak powinien zachować się facet”. Pytaj siebie: co mi to robi? Czy mi to służy? Jak się z tym czuję?

Próbuj, sprawdzaj, zmieniaj zdanie. Nie zawsze musisz wygrywać. Czasem właśnie wtedy, kiedy nie odnosisz sukcesu, dowiadujesz się o sobie czegoś ważnego: czego potrzebujesz, co jest dla ciebie ważne, gdzie są twoje granice.

Nie szukaj odpowiedzi na pytanie, jak być mężczyzną. Sprawdzaj, jakim człowiekiem chcesz być.

 

Violetta Kulik: Czego – jako społeczeństwo, rodzice czy nauczyciele – powinniśmy im życzyć w dniu ich święta, aby żyło im się po prostu lżej?

Dr Magdalena Sitko-Dominik: Życzyłabym im przede wszystkim, żeby nie musieli bez przerwy udowadniać, że są „wystarczająco męscy”. Żeby mogli być silni, kiedy mają siłę, i powiedzieć, że jest im trudno, kiedy tak właśnie jest. Żeby mieli obok siebie ludzi, przy których nie trzeba niczego udawać.

A nam – dorosłym – życzyłabym, żebyśmy im w tym nie przeszkadzali. Żebyśmy zamiast dokładać kolejnych oczekiwań, pozwalali im częściej decydować, które z nich rzeczywiście chcą uznać za własne.

 

 

dr Magdalena Sitko-Dominik

return to top
Formularz ×