O ważnym temacie amnezji pokoleniowej i o głośnym filmie „Ołowiane dzieci”, rozmawiam z dr. hab. Tomaszem Nawrockim, prof. UŚ, którego zainteresowania badawcze to: socjologia miasta i przestrzeni oraz problematyka traumy kulturowej.
Violetta Kulik: Panie Profesorze, czym jest amnezja pokoleniowa?
Dr hab. Tomasz Nawrocki, prof. UŚ: To termin wprowadzony przez amerykańskiego psychologa społecznego Petera H. Kahna Jr, który dostrzegł, że z każdym kolejnym pokoleniem stopień degradacji środowiska wzrasta, to każde pokolenie ma tendencję do postrzegania tego zdegradowanego stanu jako stanu niezdegradowanego, jako normalne doświadczenie. I z takim zjawiskiem spotkaliśmy się w Szopienicach. Pytając o przeszłość nie usłyszeliśmy, że środowisko było jakoś nadmiernie skażone.
Violetta Kulik: W 2022 roku zostały przeprowadzone badania w lokalnej społeczności dotkniętej skażeniem w Katowicach-Szopienicach. Jakie są wyniki tych badań?
Dr hab. Tomasz Nawrocki, prof. UŚ: Badania autorstwa zespołu Bożena Pactwa, Andrzej Niesporek, Justyna Kijonka i moja osoba: pokazały przede wszystkim, że w pamięci zbiorowej osób związanych z Szopienicami, że traktowano to skażenie środowiska jako coś normalnego. Normalny był świat, w którym żyło się w hutniczej osadzie, pracowało w hucie lub w innym zakładzie i ponosiło się koszty z tym związane. Nasi rozmówcy pytani o stan środowiska naturalnego w przeszłości, najczęściej używali stwierdzenia, że było normalnie. Tę normalność podkreślano w prawie każdym wywiadzie – niezależnie, czy rozmawialiśmy z emerytowanym pracownikiem huty, mieszkającą tam całe życie gospodynią domową, czy z profesorem biologii. Słowo „normalnie” pojawiało się w różnych związkach frazeologicznych (normalna praca, normalny tryb życia, normalne jedzenie roślin tam rosnących, normalna zabawa w okolicy huty, normalne sadzenie krzewów owocowych itp.). Tak jak w tych wypowiedziach:
/…/ jak ktoś prowadził normalny tryb życia, to nie było ani jednego skażenia kadmem ani ołowiem. [3_M_75]
No to było normalne. Powiem pani, w tamtych czasach, za komuny, to była normalna praca. [10_M_73]
Tak było i tak musiało być. Takie były czasy
Po latach wiedza o skażeniu środowiska przez hutę stała się bardziej powszechna. Tymczasem przekonanie o normalności życia w tamtejszym środowisku nadal trwało. W ten sposób pojawił się dysonans pomiędzy dwoma elementami poznawczymi. Wiemy, że huta zatruwała środowisko, uważamy też, że żyliśmy w normalnej sytuacji. To napięcie rozładowywano dwojako, albo podając argumenty, że wcale nie było wcale tak źle, bo sędziwy wiek, jakiego dożyli najbliżsi, konsumowanie warzyw i owoców z okolicznych ogródków, spędzanie przez dzieci czasu na świeżym powietrzu, woda w stawach, w której żyły raki itp. Wcale nie było tak źle z tym skażeniem. Byli też tacy, którzy przyznawali, ze huta szkodziła, ale dzięki niej mieliśmy pracę, hutnicze mieszkania, możliwość wyjazdów wakacyjnych, festyny. Dzięki hucie mogliśmy normalnie pracować i tym samym normalnie żyć. Dla tych ludzi to była normalność, tak jak dla nas normalne jest to, że jesienią i zimą zmagamy się ze smogiem w Katowicach. Przedmiot codziennego doświadczenia traktuje się jako oczywisty, dopóki coś temu nie zaprzeczy, jak zauważył klasyk socjologii fenomenologicznej Alfred Schütz. Ciekawe czy te wyobrażenia zburzy serial?
Violetta Kulik: Konsekwencje były szczególnie dotkliwe dla miejscowych dzieci, które cierpiały z powodu zatrucia ołowiem. „Ołowiane dzieci”, to miniserial według scenariusza zainspirowanego reportażem Michała Jędryki. Bohaterką jest lekarka Jolanta Wadowska-Król, która w latach 70. poprzedniej epoki odkryła masowe zatrucie ołowiem wśród dzieci na Śląsku w dzielnicy Szopienice. Jak zapamiętali to mieszkańcy?
Dr hab. Tomasz Nawrocki, prof. UŚ: Oczywiście pojawiała się w rozmowach, pamiętano jej zasługi dla dzieci, ale nie zapomniano też, że bano się czy jej działalność nie odbierze ludziom pracy. Co ciekawe wystąpiły tu implanty pamięci (by posłużyć się terminem Mariana Golki), opowiadano nam o niej wykorzystując przekazy (książki, reportaże), które powstały w ostatnich latach. Proszę pamiętać, że nie mieliśmy wielu okazji z osobami, które wtedy były dorosłe.
Violetta Kulik: Jakie są Pana odczucia i przemyślenia po obejrzeniu tego serialu?
Dr hab. Tomasz Nawrocki, prof. UŚ: Jestem pod wrażeniem tego serialu. Oddania autentyczności epoki, klimatu tamtych lat. Aktorów, którzy świetnie wczuli się w sytuacje psychiczną bohaterów. Serial obfituje zresztą w wybitne kreacje. Joanna Kulig jest taka jaką wtedy była Wadowska-Król, jak dowiedziałem się od osoby, która mogła z bliska ją obserwować. Jak zawsze świetni Kinga Preis, Michał Żurawski, Grzegorz Przybył, Marian Dziędziel, który zmierzył się mityczną postacią Jerzego Ziętka. Zamachowski, który choć niepodobny fizycznie świetnie oddal postać Cysorza. Doceniam to jak pokazano, czym była huta dla tych ludzi. Rozumiem konieczność dostosowania fabuły na potrzeby serialu i użycie „grubej” kreski (bez niuansowania), ale nie ma mojej zgody na przekłamania, które uderzają w pamięć o takich osobach jak prof. Bożena Hager-Małecka. Rozumiem, że to nie kino moralnego niepokoju, na którym się wychowałem. Przecież Pieprzycy (reżyserowi) i Korolczukowi (scenarzyście) chodziło nie tyle o „sprawę”, ale o to by zaspokoić oczekiwania producentów. Rozumiem, to, ale nie można aż tak przeinaczać historii i losów ludzi, których się pamięta. To może dotknąć ich bliskich, fałszuje pamięć. Zmiana nazwiska bohaterki granej przez Agatę Kuleszę nic tu nie pomaga. Przykre, bo to ten serial, a nie znakomita książka Michała Jędryki, będzie kształtował wyobrażenia zbiorowe o „ołowianych dzieciach”. Zresztą fałsz związany z przeinaczeniem roli prof. Hager-Małeckiej (i z kilkoma zresztą innymi sprawami) zrozumiały jest tylko na Śląsku. W Warszawie pewnie ogląda się bez zastrzeżeń. Dlatego ja wolę wrócić do książki Jędryki.
dr hab. Tomasz Nawrocki, prof. UŚ

