Przejdź do treści

Uniwersytet Śląski w Katowicach

  • Polski
  • English
Wydział Nauk Ścisłych i Technicznych

Nauka | Moja Pasja – prof. dr hab. Robert Musioł

13.12.2021 - 11:35 aktualizacja 26.04.2022 - 09:59
Redakcja: jp
Tagi: nauka moja pasja, science my passion

Taka chemia “od kuchni”.

Co to znaczy “od kuchni”? Pomyśleliście o eliksirach bulgocących w kociołku? O naręczach aromatycznych ziół powieszonych pod sufitem? Od razu się ciepło na duszy robi, ale w artykule prof. dr hab. Roberta Musioła z Instytutu Chemii Uniwersytetu Śląskiego w Katowicach zaczniemy od początku. Czyli od…? Zapraszamy do lektury.

NAUKA | MOJA PASJA


Nauka – według definicji ze Słownika Języka Polskiego to ogół wiedzy ludzkiej ułożonej w system zagadnień, ale także zespół poglądów stanowiących usystematyzowaną całość i wchodzących w skład określonej dyscypliny badawczej.
Nauka to także czynność: uczenie się czegoś lub uczenie kogoś.
Zapraszamy do lektury cyklu Nauka | Moja Pasja, w którym nasi badacze prezentują, nad czym pracują oraz pokazują, że nauka i proces badawczy mogą wciągnąć na dobre.

Prof. dr hab. ROBERT MUSIOŁ
Instytut Chemii


zdjęcie Roberta Musioła


Leon Battista Alberti uznawany za pierwowzór człowieka renesansu powiedział kiedyś, że „człowiek potrafi dokonać wszystkiego, na co tylko przyjdzie mu ochota”. Ponieważ Alberti łączył w sobie wiedzę i umiejętności matematyka, filozofa, architekta, poety i rzeźbiarza, można przyjąć, że pewnie tylko skromność nie pozwoliła mu dodać, kogo ma na myśli. W dzisiejszych czasach trudno być takim człowiekiem renesansu, nie oznacza to jednak, że możemy sobie pozwolić na ignorancję specjalisty, który poza swoją działką świata nie widzi. Świat jest zbyt złożony, aby można go było poznać na gruncie jednej tylko dziedziny. Samych dziedzin nauki w otaczającym nas świecie zresztą nie ma, a jedynie nasza skłonność do uproszczeń i szufladkowania nakazuje nam uczyć się odizolowanych fragmentów.

Pracuję na Wydziale Nauk Ścisłych i Technicznych naszego Uniwersytetu choć w pewnym stopniu zdecydował o tym przypadek. Urodziłem się w Częstochowie i tam też studiowałem, pierwotnie myśląc o karierze nauczyciela, jednak w trakcie poznawania nauki „od kuchni” w laboratorium zdecydowałem, że to będzie moją pasją na resztę życia. Planując studia doktoranckie, rozważałem różne możliwości, a wyszło tak, że skończyłem je w Katowicach, a pomimo podróży naukowych i pracy w różnych miejscach związałem się z tym Uniwersytetem na dłużej.

Jednak zainteresowanie chemią, jako tą pierwszą dziedziną pojawiło się jeszcze wcześniej, w szkole podstawowej. Wtedy w siódmej klasie chemia była moim… znienawidzonym przedmiotem ;-). Tego nie dało się zrozumieć! Jakieś atomy, trudne słowa, nudne książki i nauczycielka, której cała szkoła bała się jak ognia (Choć ze skruchą przyznaję, że Pani mgr Ilona Mędrzyk była świetnym nauczycielem, z pewnością lepszym niż ja byłem uczniem). Nagle w wakacje między siódmą i ósmą klasą wpadła mi w ręce książka Stefana Sękowskiego – wybitnego popularyzatora chemii, autora książek pokazujących nieco mniej odpychającą stronę chemii i pomagających uprawiać ją w domu. Taka „chemia w kuchni”, proste eksperymenty, które można wykonać przy pomocy przedmiotów i substancji codziennego użytku. Po książkę sięgnąłem wówczas z nudów, ale nagle okazało się, że ta dziedzina jest ciekawa, przydatna i chwilami bardzo efektowna. Do końca tamtych wakacji przeczytałem większość książek Sękowskiego dostępnych w bibliotece i założyłem domowe laboratorium. Najpierw w swoim pokoju, ale w wyniku konsekwencji jednego nieudanego eksperymentu musiałem się przenieść do piwnicy. W następnych latach nauki już patrzyłem na chemię inaczej. Szybko też zmieniłem zdanie na temat nauczycielki, która wiele mnie jeszcze nauczyła i stała się wzorem przy pierwszym wyborze zawodu.

Interesowała mnie zresztą, nie tylko chemia. Właściwie od chemii się zaczęło. Z czasem jednak moje zainteresowania skupiały się na biologii i medycynie. Wreszcie, po uzyskaniu stopnia doktora, a więc swoistego paszportu do świata samodzielnych badań naukowych, mogłem skupić się na innych dziedzinach. Nie musiałem już tak bardzo przywiązywać się do jednej ani do sztywnego ramowego podziału dziedzin, w jaki próbują nas wtłoczyć urzędnicy w ministerstwie. Następne etapy, jak na przykład habilitacja na wydziale farmaceutycznym Uniwersytetu Jagiellońskiego, dotyczyły właśnie tematyki leków. Koniec tej drabiny kariery, a więc tytuł profesora w zakresie nauk medycznych i nauk o zdrowiu, został mi nadany w uznaniu pracy znacznie luźniej związanej z chemią. To wcale nie oznacza jednak, że jestem lekarzem. W dalszym ciągu zajmuję się chemią, ale teraz to jest dla mnie droga prowadząca do celu leżącego, czasem daleko poza jej zakresem. W naszych badaniach zresztą wykorzystujemy zarówno matematykę, jak fizykę czy informatykę. W dzisiejszych czasach trudno być człowiekiem renesansu, nie można znać się dobrze na wszystkim. Ale chcąc zrobić coś pożytecznego, nie możemy sobie pozwolić na taką ignorancję specjalisty, który poza swoją działką świata nie widzi. W moim zespole, większość koleżanek i kolegów ma, podobnie jak ja, kilka specjalności. Nauki nie da się zaszufladkować i naukowcy też powinni tego unikać. Ja, osobiście tego wprost nie znoszę.

Każdy kierunek badawczy jest interesujący i wart poświęcenia czasu. Chemia rozciąga się i łączy z wieloma różnymi dziedzinami, przyczyniając się do powstania nowoczesnych technologii. Od komputerów kwantowych, przez ogniwa słoneczne, nanomateriały po nowe leki. Moje zainteresowania skupiają się właśnie na tych ostatnich. Najczęściej komentowanym osiągnieciem medycyny w ostatnim czasie są oczywiście szczepionki przeciw koronawirusowi SARS-Cov2. Przykro jest patrzeć jak jedno z większych osiągnięć ludzkości jest krytykowane przez samozwańczych ekspertów, którzy nie rozumieją nawet słów, które powtarzają. Kolejnym wyzwaniem, z jakim muszą poradzić sobie naukowcy, jest zerwanie z wykorzystaniem nieodnawialnych źródeł energii. Jednak najbardziej fascynujące w nauce jest to, że tak naprawdę nigdy nie możemy przewidzieć, jakie zastosowanie będą mieć wyniki aktualnie prowadzonych badań. Dlatego tak ważne jest ich odpowiednie prezentowanie i pokazywanie światu, tak aby mogły znaleźć to nowe nieznane jeszcze ich autorowi znaczenie. Pracuję również jako edytor w czasopiśmie naukowym „Scientific Reports”, które publikuje wyniki badań z zakresu nauk przyrodniczych. To taki prawdziwy tygiel dziedzinowy, w którym mieszają się pomysły i teorie, a do tego dostępny za darmo. Kontakt z tak dużym obszarem wiedzy jest bardzo inspirujący.

Każdy projekt, który udało się ukończyć, a jego wyniki po opublikowaniu spotykają się z zainteresowaniem naukowców czy społeczeństwa, daje mi wiele satysfakcji. Mimo to, z natury jestem raczej „marudą” i zawsze uważam, że da się coś zrobić lepiej. Czy mam jakieś największe osiągnięcie? Mam nadzieję, że dopiero na mnie czeka. Pamiętam natomiast bardzo przyjemną sytuacje, którą dałoby się podciągnąć pod taką kategorię. Przez pewien czas po studiach pracowałem w szkole, jako „Pan od chemii”. Potem, po kilku latach na jakiejś konferencji naukowej, chyba w Warszawie, podszedł do mnie młody student z pytaniem: „przepraszam, czy uczył pan kiedyś w szkole w Częstochowie?” Okazało się, że był to mój dawny uczeń, którego udało mi się zarazić pasją do chemii. To daje naprawdę wielką satysfakcję. Dobrze, że na takie „zarazki” nie ma szczepionek, chyba jako pierwszy zostałbym ich przeciwnikiem ;-).

A dlaczego ja wybrałem chemię? Przede wszystkim, chemia jest, zaraz obok fizyki, podstawą do zrozumienia, jak działa świat. Wszystkie przemiany biologiczne, a więc i zagadki życia, da się wyjaśnić na gruncie chemii. Oczywiście nie wszystkie już teraz – pozostało jeszcze wiele ciekawej pracy dla przyszłych pokoleń badaczy. Wybrałem chemię, ale uważam, że warto studiować wszystko. Mam na myśli to, że nie warto kierować się modą czy popularnością danego kierunku studiów, a już z pewnością nie należy wybierać kierunku studiów, patrząc na możliwości znalezienia pracy. Po pierwsze, trudno przewidzieć, jak będzie wyglądać sytuacja, gdy te studia skończymy, a po drugie, w dzisiejszych czasach możliwości przekwalifikowania i tak zawsze będą stanowiły przewagę. Myślę więc, że wybierać należy to, co nas interesuje. Studia są wyjątkowym czasem, który nauczy nas wiele – nie tylko z dziedziny, którą wybraliśmy.

Popularne powiedzenie, że uczymy się całe życie, jest prawdziwe. Nie tylko w szkole czy pracy, ale również podczas rozrywki. Przecież instalując nową grę, też musimy się nauczyć poruszania się w jej świecie, nowych zasad, nazw. Tak samo podczas podróży, zwłaszcza dalekich, gdy musimy szybko przyswoić sobie słowa niezbędne do odnalezienia np. toalety albo restauracji. Podróże oraz gra sprawiają nam więcej radości niż lekcje matematyki czy historii, toteż nie zauważamy nawet tej nauki. Praca naukowca, badania, zaspokajanie ciekawości świata daje naprawdę dużą satysfakcję. To trochę jak praca detektywa. Więc jeśli właśnie to – badania naukowe – nas naprawdę interesuje, to coś, co wydaje się ciężką pracą, dla nas jest przyjemne, choć oczywiście w dalszym ciągu wyczerpujące.

Poza pracą udaje mi się wygospodarować trochę czasu na hobby. Od dawna lubię wszystko, co wiąże się z przyrodą. W wolnych chwilach lubię fotografować, a fotografia przyrodnicza daje mi najwięcej radości. Ulubiony sport to wspinaczka skałkowa – też związany z naturą. Do tego, prawie zawsze mam przy sobie jakąś książkę.

Lubię też podróżować. Dwa najpiękniejsze momenty podróży to wyjazd i powrót. Lubię wyjeżdżać, ale bardziej jeszcze lubię wracać. Jeżeli zaś prawdą są słowa filozofa: „najdłuższa podróż zaczyna się od pierwszego kroku”, to ja dodałbym, że przygoda zaczyna się zaraz za drzwiami, nie trzeba jechać daleko. Sam też jakoś nigdy daleko nie pojechałem, zawsze cel znajduje się w Europie. Nie znaczy to, że nie chcę wybrać się gdzieś dalej. Po prostu jest tyle pięknych miejsc, że zanim dojdę na mapie na inny kontynent, znajdę dość celów do końca życia. Często jeżdżę do Czech albo na Słowacje – są to kraje, które szczególnie polubiłem. Przez rok pracowałem w Czeskiej Akademii Nauk w Pradze. Ale jeżdżę tam nie tylko zawodowo.

Wspomniałem już, że lubię książki – jest to lepsza forma spędzania wolnego czasu niż filmy. Dobre filmy, to takie, przy którym da się poczytać książkę ;-). Nie jestem kinomanem i niewiele jest filmów, do których mam ochotę wracać. Mógłbym zrobić wyjątek dla ekranizacji powieści J.R.R. Tolkiena, ale bardziej w uznaniu jego samego niż twórców filmu. Skoro zaś o książkach mowa, to obok fantasy czy SF lubię też kryminały, literaturę górską, przygodową. Uwielbiam książki popularnonaukowe – oczywiście z różnych dziedzin. Poważnie! Jeśli są dobrze napisane, czyta się je tak przyjemnie jak kryminał, a czasami też przytrafia się na koniec morderca ;-). Z pewnością rozczaruję wszystkich, jeśli chodzi o muzykę: najbardziej lubię słuchać ciszy i gdybym miał z czegoś zrezygnować, to braku muzyki bym pewnie nie zauważył. Mam co prawda jakąś mieszankę różnych piosenek, które lubię, ale słucham ich wyłącznie podczas dłuższych podróży samochodem – z nudów. Już chętniej słucham audiobooków, na przykład fantasy. Lubię nawet te kiepskie, odrywam się wówczas na chwilę od twardego naukowego stąpania po ziemi.

Moje motto życiowe?

Mam dwa, oba zaczerpnięte z mojego ulubionego sportu:
Nie bój się, do góry nie polecisz” oraz „Co ma wisieć, nie utonie”.

 

Dziękujemy za przeczytanie tego artykułu do końca

return to top