Przejdź do treści

Uniwersytet Śląski w Katowicach

Dr Agnieszka Tambor | Pandemia, która łączy…

21.04.2020 - 20:46 aktualizacja 22.04.2020 - 12:49
Redakcja: MK, Sekcja Prasowa
Tagi: Chiny, koronawirus, relacje

|dr Agnieszka Tambor|

Moje doświadczenie zjawiska pandemii to, prawdę mówiąc, temat, który wzrusza mnie ogromnie i ma w moim przypadku wyjątkowo ludzkie oblicze. To historie ludzi, których znam, lubię i kocham, a których losy związane są nierozerwalnie z tym dziwnym czasem. Moment, w którym w Chinach obserwowaliśmy największy szczyt zachorowań i, niestety, również największą śmiertelność, zbiegł się w czasie z początkiem drugiego semestru studiów w Polsce. Był to zatem okres, w którym zbieraliśmy w Centrum Języka i Kultury Chińskiej zapisy na zajęcia językowe. Nie ukrywam, że wydawało mi się wtedy, iż odnotujemy znaczny spadek zapisów, a nawet, że ci, którzy już się zgłosili, będą się powoli wycofywać. Był taki moment, w którym nasi azjatyccy studenci i pracownicy (nie dotyczyło to wyłącznie Chińczyków, ale każdej osoby o dalekowschodnim wyglądzie) skarżyli się na „krzywe spojrzenia” na ulicy. Z mediów wiemy, że w niektórych przypadkach na krzywym spojrzeniu, niestety, się nie kończyło. Tuż przed zamknięciem uniwersytetów udało nam się jeszcze zorganizować w naszym Centrum Dzień Kobiet. Tym razem wątpliwości miały nasze chińskie wolontariuszki – bały się, że ludzie przyjdą wypytywać je o wirusa. Żadna z obaw, oczywiście, się nie spełniła. Słuchacze i studenci Centrum kochają język, którego postanowili się uczyć i stanowili ogromne wsparcie dla naszych chińskich pracownic, za co im ogromnie dziękuję. Impreza na Dzień Kobiet udała się wyśmienicie.

Dwa dni później zamknięto wszystkie polskie uczelnie, a właściwie powinno się powiedzieć: zamknięto obiekty polskich uczelni. Utknęliśmy w domach – ja nieustannie pisałam wiadomości do moich chińskich przyjaciół, wypytując, co u nich, czy mają się dobrze i czy nie potrzebują pomocy. Nasza była nauczycielka, która mieszkała w Katowicach przez dwa lata z całą rodziną i uczyła chińskiego w naszym Centrum, pochodzi właśnie z Wuhan i z tego, co wiem, była dosłownie zasypywana wiadomościami, pytaniami i pozdrowieniami od swoich byłych studentów. Oni pisali także do mnie, podkreślając, jak ogromnie się o nią martwią.

Obserwujemy losy zaprzyjaźnionych Polaków, którzy uczą w Chinach języka polskiego – jedna z lektorek postanowiła nie wyjeżdżać z Państwa Środka i w efekcie utknęła niemal sama w akademiku dla obcokrajowców w Szanghaju na prawie 10 tygodni, druga przyleciała do Polski na przerwę międzysemestralną i już nie udało jej się wrócić do pracy – uczy zdalnie z Polski, co przy różnicy czasu między naszymi krajami, jest – prawdę mówiąc – nie do pozazdroszczenia. Choć, jak informuje nas Jagna z Szanghaju, najgorzej jest nauczycielom, którzy nie zdołali wrócić z USA – to różnica czasu nawet do 13 godzin, żeby więc prowadzić zajęcia, musieli zamienić dzień z nocą.

W pewnym momencie sytuacja zaczęła się odwracać. W Chinach notowano spadek liczby zachorowań i zahamowanie epidemii, w Europie zaczęła się katastrofa. I wtedy stało się coś, czego, szczerze mówiąc, się nie spodziewałam. Masowo zaczęły przychodzić maile z naszych partnerskich chińskich uniwersytetów z ciepłymi i pięknymi słowami otuchy i wsparcia. Telefon urywał się od wiadomości od naszych chińskich przyjaciół, którzy pisali, że mamy się nie martwić i że na pewno wszystko będzie dobrze. Pisali, żeby stosować się do zaleceń kwarantanny, a takie słowa od osób, które od kilku tygodni siedziały zamknięte w domach (jedna z najbliższych przyjaciółek zamknięta na kilkudziesięciu metrach kwadratowych z całą swoją rodziną i teściami) były bardziej przekonujące niż wystąpienia telewizyjne polityków całego świata. Nasi przyjaciele zaczęli momentalnie pakować dla nas maseczki i wciąż pytali, czy potrzebujemy czegoś jeszcze. Miasta i regiony partnerskie ożywiły się błyskawicznie – delegacja z miasta Cangzhou, która odwiedziła Cieszyn i Ustroń w poprzednim roku, natychmiast podjęła starania o wysłanie 40 000 masek ochronnych właśnie do tych miast.

Runęły plany wszystkich wyjazdów, spotkań i konferencji, które miały się odbyć w roku 2020. Będzie to chyba pierwszy od wielu lat rok, kiedy Uniwersytet Śląski nie podejmie się współorganizacji Dni Polskich, które organizowane są na Uniwersytecie Północnowschodnim w Shenyangu. Nie wiemy, co będzie z przyjazdem nowych nauczycieli z Chin. Nie będzie letnich wyjazdów stypendialnych polskich studentów do Chin, nie będzie letnich szkół w Polsce z udziałem Chińczyków. Wszyscy staramy się wprawdzie działać normalnie  (lub prawie normalnie), ale wiemy, że normalnie jeszcze długo nie będzie. Jest nam wszystkim smutno, że nie możemy się spotkać, ale wiemy, że wcześniej czy później usiądziemy znowu w naszej ulubionej pekińskiej knajpce z kociołkami i wzniesiemy toast pysznym chińskim piwem. Będziemy świętować ponowne spotkanie ze świadomością, że pandemia jeszcze bardziej nas do siebie zbliżyła – tak po ludzku. Bo przecież wszyscy wiemy, że… prawdziwych przyjaciół poznaje się w biedzie.

Zdjęcie portretowe dr Agnieszki Tambor
Dr Agnieszka Tambor z Wydziału Humanistycznego Uniwersytetu Śląskiego w Katowicach, kierownik Centrum Języka i Kultury Chińskiej | fot. archiwum dr Agnieszki Tambor

 

return to top