Przejdź do treści

Uniwersytet Śląski w Katowicach

Dr Barbara Smorczewska, Maria Smorczewska | Praca zdalna – przymusowa wersja demo

30.04.2020 - 14:20 aktualizacja 30.04.2020 - 14:24
Redakcja: MK, Sekcja Prasowa
Tagi: organizacja pracy, praca zdalna, psychologia

Wszystko wskazuje na to, że większość z nas testuje właśnie wersję demonstracyjną pracy zdalnej. Okazuje się, że jej definicja pojawiła się w polskim prawodawstwie dopiero teraz – wraz z wprowadzeniem przepisów specustawy o przeciwdziałaniu epidemii wywołanej koronawirusem.

Pracowanie w formie zdalnej dla jednych oznacza konieczność zorganizowania biura w domu, dla innych – stworzenia przestrzeni szkolnej. Jakie wyzwania towarzyszą podjętym z konieczności działaniom? Swoim doświadczeniem dzielą się w rozmowie mama z córką: dr Barbara Smorczewska i Maria Smorczewska.

Dr Barbara Smorczewska, psycholog pracy i organizacji, pracuje w Dziale HR i Komunikacji z Pracownikami Uniwersytetu Śląskiego w Katowicach. Jej córka Maria jest uczennicą Uniwersyteckiego I Liceum Ogólnokształcącego im. Juliusza Słowackiego w Chorzowie i od 5 marca 2020 roku uczestniczy w projekcie pn. „edukacja zdalna”.

|dr Barbara Smorczewska | Maria Smorczewska|

Jestem samodzielna, jestem skuteczna

MS: Obserwuję, że w domu pracuje się efektywniej niż w szkole, co niekoniecznie dziwi. Pracuję we własnym pokoju, w dużej mierze we własnym tempie, czyli komfortowo. Okazało się, że polska szkoła przygotowuje jednak do pracy samodzielnej, może nawet lepiej niż do grupowej, ponieważ, siedząc w domu, radzę sobie nadspodziewanie dobrze. Samodyscyplina wyrobiona podczas wykonywania codziennych zadań domowych teraz ma szansę rozkwitnąć. Przeszkadza mi jedynie natłok materiału, jego ogrom i momentami niezgodność treści z tym, co pojawiałoby się w tym czasie w szkole. Do tego jednak też można się przyzwyczaić.

BS: Jako kognitariuszka z dwudziestoletnim stażem wiedziałam już od dawna, jak jestem samodzielna w pracy. Nie aż tak, jak Ty, Marysiu, ale wystarczająco, żeby nie tylko zrealizować, lecz również zainicjować wiele działań czy zadań. Teraz dotarło to do mnie bardziej. Czy to oznacza, że w pracy nie potrzebuję nikogo? Wręcz przeciwnie, jesteśmy w stałym kontakcie z moim zespołem – policzyłam, że wykorzystujemy obecnie cztery kanały komunikacyjne, aby zadbać o efektywną współpracę. Wiem jednak, że nie potrzebuję kontroli. Jestem samosterowna, odpowiedzialna, motywowana wewnętrznym napędem do robienia tego, co uznaję za sensowne w kontekście powierzonych mi zadań.

Mam taką obserwację, że moja praca w dużej mierze miała już formę zdalną, dlatego przestawienie się na „hołma” w sumie było bezbolesne w moim przypadku. Natomiast odnoszę wrażenie, że szkoła w znaczącej mierze pozostawiła uczniów samym sobie – z tematami do przerobienia z „prof. Googlem”, który może i wie wszystko, ale jest przecież kapryśny i nierówny w interakcjach.

Marysiu, może lepiej nie przyzwyczajaj się do obecnej sytuacji, zapamiętaj jednak swoje doświadczenie efektywnej pracy w innych ramach niż określone:

  • murami szkoły,
  • wyznaczonymi godzinami zajęć lekcyjnych,
  • byciem „na widoku” i pod kontrolą nauczyciela.

Warto o tym pamiętać. Czas pandemii może być dla nas trudnym, ale też interesującym studium przypadku odnoszącym się do skuteczności naszej pracy.

Widzę nowych liderów

MS: Nigdy bym się nie spodziewała, że naturalni dotychczas liderzy mogą tak bardzo nie radzić sobie z nową sytuacją. Właściwie pierwsze dwa tygodnie pokazały, że osoby, które na co dzień świetnie radziły sobie z koncentrowaniem uwagi grupy, teraz są mniej widoczni. Wiele ról się zamieniło: najbardziej kontaktowe osoby nie uczestniczą w spotkaniach online. Teraz kierują nimi ci, którzy zwykle takich aktywności wcześniej nie inicjowali.

BS: Też nie raz widziałam różne zachowania liderów w zależności od okoliczności. Nagle w sytuacji kryzysowej dostrzegaliśmy czyjeś opanowanie i potrzebne kompetencje.

A gdyby tak odejść od interpretacji „nieradzenia sobie” z daną sytuacją? Co by się stało, gdybyśmy mówiły o przemieszczaniu się przywództwa? W psychologii pracy i organizacji jest taka ciekawa koncepcja przywództwa dzielonego lub współdzielonego (ang. shared leadership). Jeśli uznamy, że przywództwo ma wymiar tymczasowy, jest rolą do wypełnienia na rzecz grupy, to okazuje się, że przywódcą może być każdy, kto w konkretnej sytuacji oraz w zależności od potrzeb przyjmuje odpowiedzialność i kontrolę nad biegiem wydarzeń. Takie pojmowanie liderowania stanowi przeciwieństwo tradycyjnych teorii przywództwa rozumianego statycznie – jako czyjś przymiot.

Przywództwo współdzielone może zaistnieć przy pewnej dojrzałości i umiejętności samokontroli członków grupy, ułatwiających im proces oddawania i przyjmowania „władzy”. To właśnie widzę w moim zespole! Praca zdalna, która zniwelowała w jakiejś mierze formalne atrybuty przywództwa w organizacji, pozwoliła każdemu chętnemu członkowi mojego zespołu zainicjować zadanie i pokierować jego realizacją, włączając innych w tę inicjatywę. A dokładniej – inni sami się zaangażowali, biorąc na siebie współodpowiedzialność, doceniając sens i pożytek proponowanych inicjatyw. W efekcie odczuwamy satysfakcję, dumę wręcz, jesteśmy też bardziej kreatywni.

Pracuję. Odpoczywam?

MS: Powrót do domu po szkole kojarzony był raczej z odpoczynkiem. Nawet jeśli mamy jeszcze mnóstwo rzeczy do zrobienia, to próbujemy odpocząć, chociaż przez moment.

Teraz przestrzeń odpoczynku stała się także przestrzenią pracy, zajęć dodatkowych, naszych codziennych rytuałów, spotkań koleżeńskich etc. Bardzo trudno jest zachować obecnie czas na codzienne przyjemności i zwykłe odpoczywanie i przy okazji nie zaniedbać obowiązków. Mi osobiście zdecydowanie częściej wychodzi przepracowanie, co wcale nie jest dobrą opcją.

BS: Odnoszę wrażenie, że odpoczynek stał się obecnie zadaniem do wykonania. A może już wcześniej był? Może rzeczywiście jest? Nie jestem mistrzynią słynnego work-life balance; towarzyszy mi raczej motto: „jak biec do końca, potem odpoczniesz, potem odpoczniesz”. W każdym razie widzę wyraźnie, że zadanie „odpocząć efektywnie” jest obecnie o tyle trudne do wykonania, że po dniu przed komputerem ciężko odpocząć aktywnie, zwłaszcza z powodu formalnych ograniczeń dotyczących wychodzeniu na zewnątrz. Marysiu, widzę, że Ty  świetnie sobie radzisz, ćwicząc na przykład razem z przyjaciółmi. Tak trzymaj!

Warto też pamiętać, że teraz nie musimy spędzać sporo czasu podczas dojazdów do szkoły czy pracy. Zniknęła związana z tym codzienna dawka stresu i zmęczenia. Zaczynam w tym dostrzegać największą zaletę pracy zdalnej!

Tęsknię

MS: Wszyscy straszyli, że trudno będzie spędzić tak długi czas w ograniczonej przestrzeni  z rodziną, ale okazało się, że nie jest wcale tak źle (śmiech). Najbardziej boli jednak rozłąka z przyjaciółmi. Kontakt mamy nadal dość intensywny, ale coraz trudniej odbierać telefon, kiedy dzwonią. Widok rozmazanych twarzy na ekranie pociesza, trudno pozbyć się jednak wrażenia, że jesteśmy tak daleko od siebie. Zdarza się ignorować połączenia („nie dam rady, mam teraz lekcje”), ale prawda jest inna. Jak mam powiedzieć, że brakuje mi bezpośredniej rozmowy, gdy Wasze głosy nie nachodzą na siebie…

BS: Zdrowie psychiczne (i nie tylko) uwarunkowane jest przez dwa najważniejsze czynniki: poczucie sprawczości i sieć społeczną. Sytuacja izolacji wywołanej epidemią uderza w jakiejś mierze w oba czynniki, ale przyznajmy – możemy je ciągle zaspokajać.

Cieszmy się, Marysiu, że mamy telefony, platformy i aplikacje do komunikacji, pocztę elektroniczną, internet. I cieszmy się, że mamy za kim tęsknić.

Zdjęcie portretowe dr Barbary Smorczewskiej i Marii Smorczewskiej
Dr Barbara Smorczewska z Działu HR i Komunikacji z Pracownikami Uniwersytetu Śląskiego w Katowicach wraz z córką Marią Smorczewską, uczennicą Uniwersyteckiego I Liceum Ogólnokształcącego im. Juliusza Słowackiego w Chorzowie | fot. archiwum dr Barbary Smorczewskiej

 

return to top