| Michał Żukowski |
Jeszcze niedawno Zjednoczone Emiraty Arabskie mogły opierać swoją atrakcyjność na kilku prostych przewagach: bezpieczeństwie, przewidywalności, sprawności państwa, dobrym klimacie dla biznesu i ambicji rozwojowej większej niż u większości państw regionu. To wystarczało, by przyciągać inwestorów, przedsiębiorców, specjalistów, fundusze i rodziny szukające stabilniejszego miejsca do życia i pracy.
Ostatnie tygodnie dobitnie pokazał, że dziś świat się zmienia szybciej niż modele sukcesu państw. Sama stabilność prawa już nie wystarcza. Bezpieczeństwo wewnętrzne pozostaje warunkiem koniecznym, ale nie jest już warunkiem wystarczającym, bo zagrożenia niespodziewanie i nagle pojawiły się z zewnątrz. W nowym otoczeniu geopolitycznym, gospodarczym i konkurencyjnym Emiraty muszą zrobić nowy krok. Nie mogą już tylko być miejscem, do którego warto przyjechać. Muszą stać się miejscem, do którego najłatwiej i najszybciej opłaca się przyjechać, osiedlić i rozpocząć działalność.
To nie jest semantyczna różnica. To jest różnica strategiczna.
Nowa epoka konkurencji o ludzi, kapitał i firmy
Państwa Zatoki przez ostatnie lata bardzo świadomie budowały swoją pozycję jako centra nowoczesności, inwestycji, technologii i usług. Emiraty robiły to szczególnie skutecznie. Zrozumiały wcześniej niż wiele innych krajów, że przyszłość nie należy wyłącznie do tych, którzy mają surowce, ale do tych, którzy potrafią przyciągnąć mobilny kapitał, mobilny talent i mobilną przedsiębiorczość.
Problem polega na tym, że dziś niemal każdy liczący się ośrodek aspiracyjny chce grać w tę samą grę. Arabia Saudyjska buduje własną skalę przyciągania biznesu i inwestycji. Katar nadal pozostaje ważnym graczem finansowym i logistycznym. Azja oferuje nowe centra wzrostu. Europa, mimo swoich słabości regulacyjnych, wciąż przyciąga jakością życia i przewidywalnością instytucjonalną. Nawet jeśli Emiraty wciąż pozostają w czołówce, nie mogą zakładać, że ich dotychczasowe przewagi będą działały nadal w tej samej formule.
W świecie niepewności, zaburzenia bezpieczeństwa i łańcuchów dostaw oraz rosnącej konkurencji wygrywa wygra moim zadaniem ten, kto jest prostszy, szybszy, bardziej dostępny i oferuje przyjazny, bezpieczny ekosystem.
Złota wiza powinna być narzędziem strategicznym, a nie tylko prestiżowym
Jednym z najważniejszych instrumentów budowania długoterminowej atrakcyjności Emiratów stała się złota wiza. To był ruch racjonalny: skoro państwo chce przyciągać inwestorów, przedsiębiorców i specjalistów wysokiej klasy, musi dawać im coś więcej niż tylko czasowy pobyt. Musi dawać perspektywę zakorzenienia.
Dziś jednak warto zadać pytanie, czy system ten nie wymaga po zakończeniu konfliktu irańskiego kolejnego otwarcia. Jeżeli Emiraty rzeczywiście chcą konkurować o najbardziej produktywne grupy przyjezdnych, powinny rozważyć obniżenie części progów albo przynajmniej ich większą elastyczność. Nie każdy wartościowy rezydent wnosi natychmiast bardzo wysoki kapitał inwestycyjny, ale może wnieść do gospodarki coś jeszcze cenniejszego: kompetencje, miejsca pracy, sieci międzynarodowe, technologie, relacje handlowe, zdolność do budowy nowych sektorów.
Z perspektywy państwa bardziej opłacalny niż pasywny posiadacz kapitału może okazać się aktywny founder, menedżer rozwijający firmę na kilku rynkach, ekspert AI, inżynier, lekarz specjalista czy właściciel średniej firmy rodzinnej, który chce realnie przenieść część swojej aktywności do ZEA. Właśnie dlatego złota wiza nie powinna być wyłącznie symbolem prestiżu. Powinna być narzędziem strategicznego przyciągania tych ludzi, których Emiraty w tych czasach naprawdę potrzebują.
Firma powinna powstawać szybciej niż decyzja o przeprowadzce zdąży ostygnąć
Drugim oczywistym obszarem dla dalszego wzmocnienia emirackiej przewagi jest tempo zakładania biznesu. Owszem, Emiraty są pod tym względem dużo sprawniejsze niż ogromna część świata. Ale przewaga w XXI wieku nie polega na tym, że jest się lepszym od powolnych. Przewaga polega na tym, że jest się prawie natychmiastowym.
W praktyce oznacza to konieczność dalszego uproszczenia ścieżki wejścia. Przedsiębiorca, który decyduje się na Emiraty, powinien mieć możliwość założenia spółki w maksymalnie uproszczonym systemie: jedno okno, jedna cyfrowa procedura, jeden zestaw dokumentów, jeden opiekun administracyjny, możliwie szybka integracja z bankowością, wizami, podatkami, wynajmem powierzchni i zgodami operacyjnymi.
Model idealny jest prosty: decyzja dziś, gotowość operacyjna jutro.
Nie chodzi o marketing. Chodzi o psychologię inwestowania. Wiele decyzji biznesowych zapada szybko, ale równie szybko może pojawić się konkurencyjna oferta z innego państwa. Im dłużej trwa formalizacja wejścia, tym większe ryzyko, że inwestor lub przedsiębiorca zacznie się oglądać gdzie indziej.
Zachęty nie mogą być już tylko ogólne. Muszą być celowane
Przez długi czas sam fakt prowadzenia biznesu w przyjaznym podatkowo i regulacyjnie otoczeniu był wystarczającą zachętą. Dziś to nadal ważny atut, ale nie jedyny. Jeżeli Emiraty chcą utrzymać przewagę, potrzebują bardziej precyzyjnych bodźców.
Nie chodzi o masowe rozdawnictwo ulg. Chodzi o inteligentne zachęty wejścia. Niższe opłaty licencyjne na start. Preferencje dla sektorów strategicznych. Programy relokacyjne dla founderów i specjalistów. Szybsze ścieżki dla firm tworzących miejsca pracy. Ułatwienia dla funduszy venture capital, family offices i spółek technologicznych w fazie wzrostu. Możliwe granty lub współfinansowanie dla działalności badawczo-rozwojowej, pilotaży, projektów przemysłowych i rozwiązań z obszaru AI, cyberbezpieczeństwa, health tech, climate tech, logistyki i zaawansowanej produkcji.
W nowej globalnej rzeczywistości nie wystarczy powiedzieć: „jesteśmy otwarci”. Trzeba jeszcze pokazać: „wiemy dokładnie, kogo chcemy przyciągnąć i damy wam lepsze warunki niż inni”.
Bezpieczeństwo codzienności też jest polityką rozwojową
Zbyt często debata o atrakcyjności państwa dla inwestorów, przedsiębiorców i talentów koncentruje się na poziomie licencji, podatków i wiz. Tymczasem człowiek relokujący się do nowego kraju nie ocenia państwa wyłącznie jako miejsca prowadzenia biznesu. Oceni je również jako przestrzeń życia swojej rodziny, pracy swoich pracowników i bezpieczeństwa swojej przyszłości. Potrzebuje nie tylko mieszkania, szkoły dla dzieci, opieki zdrowotnej i sprawnego transportu, ale także poczucia, że w sytuacjach kryzysowych państwo jest przygotowane, odporne i zdolne do ochrony codziennego funkcjonowania.
Właśnie dlatego w obecnych realiach bezpieczeństwo trzeba rozumieć szerzej niż tylko jako brak wojny. Chodzi również o gotowość państwa na wypadek regionalnych kryzysów, zakłóceń logistycznych, zagrożeń dla infrastruktury, czasowych napięć polityczno-militarnych czy innych sytuacji nadzwyczajnych, podobnych do tych, które obserwowaliśmy w ostatnich tygodniach w związku z konfliktem na Bliskim Wschodzie. Dla osoby podejmującej decyzję o relokacji równie ważne jak zachęty inwestycyjne staje się dziś pytanie, czy państwo potrafi zapewnić ciągłość usług, sprawną komunikację kryzysową, ochronę infrastruktury krytycznej i poczucie, że nawet w trudnym momencie życie oraz biznes mogą funkcjonować możliwie normalnie.
Państwo, które chce być globalnym hubem, nie może więc koncentrować się wyłącznie na wielkich inwestorach i parametrach wzrostu. Musi też budować zaufanie do swojej odporności, zdolności reagowania i ochrony codziennej stabilności tych, którzy każdego dnia współtworzą jego przewagę.
Emiraty powinny przyciągać nie tylko bogactwo, ale użyteczność
Wiele państw chce przyciągać bogatych. Mądrzejsze państwa chcą przyciągać użytecznych. To nie zawsze jest to samo.
Emiraty mają dziś wszystkie narzędzia, by przejść z modelu „destination for wealth” do modelu „platform for builders”. To oznacza selektywne, ale szerokie otwarcie na tych, którzy nie tylko konsumują ofertę kraju, lecz realnie współtworzą jego gospodarkę: budują firmy, rozwijają eksport, przyciągają kolejne projekty, wdrażają technologie, tworzą miejsca pracy, wzmacniają edukację, sektor zdrowia, przemysł i usługi o wysokiej wartości dodanej.
To właśnie dla takich ludzi powinny być projektowane kolejne reformy. Bo przewaga przyszłości będzie należała nie do państw najbogatszych, ale do tych, które najlepiej rozumieją, jak zamieniać migrację talentu i kapitału w trwały rozwój.
Czas na kolejny etap emirackiego modelu
Zjednoczone Emiraty Arabskie nie potrzebują rewolucji. Potrzebują kolejnego, dobrze przemyślanego etapu własnego sukcesu. Powinny pozostać tym, czym już są: państwem stabilnym, sprawnym, ambitnym i nowoczesnym. Ale jednocześnie powinny stać się jeszcze bardziej elastyczne, szybsze i odważniejsze w projektowaniu instrumentów przyciągania ludzi oraz biznesu.
Obniżenie lub uelastycznienie progu dla złotej wizy. Jeszcze szybsze zakładanie firm. Pakiety zachęt dla przedsiębiorców i specjalistów. Lepsze zintegrowanie procedur z bankowością i operacyjnym startem działalności. Ale również silniejsze akcentowanie odporności państwa, gotowości kryzysowej, ochrony infrastruktury krytycznej i zdolności do zapewnienia ciągłości codziennego funkcjonowania nawet w warunkach regionalnych napięć. To nie są dodatki do modelu rozwojowego. To są dziś jego kluczowe elementy.
W czasach globalnej niepewności nie wystarczy już być bezpiecznym portem ani nawet tylko atrakcyjnym miejscem do inwestowania. Trzeba być państwem pierwszego wyboru – takim, które łączy szybkość, przewidywalność, jakość życia i realne poczucie bezpieczeństwa także wtedy, gdy otoczenie regionu staje się mniej stabilne.
A Emiraty mają wszelkie dane ku temu, by takim państwem pozostać – pod warunkiem, że odpowiednio wcześnie zrozumieją, iż o przewadze decyduje dziś już nie tylko otwartość na kapitał i talent, lecz także zdolność ochrony normalności w czasach kryzysu.


