Strefa umiarkowania
Uniwersytet leży w strefie umiarkowania. To metafora geograficzna, która przenosi na środowisko akademickie niektóre znaczenia „strefy umiarkowanej”. Jej łagodny klimat oraz stały rytm odróżnialnych pór roku łatwo można odnieść do niezmiennych elementów roku akademickiego oraz ideału spokojnej refleksji, która stanowi aurę sprzyjającą pracy naukowej i studiowaniu. Obok tego, „strefa umiarkowania” ma cechy swoiste, które odpowiadają za optymalny klimat uniwersytecki. Powstaje on, kiedy badania naukowe, twórczość artystyczna i kształcenie studentów odbywają się w sposób wolny, na równych zasadach, z poszanowaniem godności każdej i każdego. W strefie umiarkowania nikt nie doświadcza nierównego traktowania ani żadnej formy dyskryminacji. Można swobodnie dyskutować o wszystkim, zachowując szacunek dla odmiennych racji oraz dla faktów i metod naukowych. Taki uniwersytet to strefa dobrowolnego umiaru; miarkowania osądów, pospiesznych wniosków; jak i żarliwego entuzjazmu lub popędliwej niezgody. Afekt – nawet wzniosły i słuszny – nie jest tu dostatecznym argumentem. I choć często przepełnia nas pasja poznawcza, namiętność polemiczna, żarliwość przekonań, to muszą one ostatecznie przybrać umiarkowany ton i formę – naukowego artykułu, debaty akademickiej, wyjaśniającej rozmowy. Nie tylko w odniesieniu do kwestii naukowych czy dydaktycznych. Tego samego umiarkowania potrzebujemy podczas dyskusji o finansach uniwersytetu; o poprawie jego organizacji; o równowadze między odrębnością a wspólnotą wydziałów i jednostek.
Być może to jest dziś wielkie zadanie uniwersytetu, aby w świecie rozpętanych mocy militarnych, technologicznych, propagandowych dowodzić skutecznie, że możliwe są: miara, takt, powściągliwość, zasady, starodawna uprzejmość. A przede wszystkim, że człowiek – każdy człowiek – jest miarą, według której oceniamy wartość nauki i edukacji.
Na ludzką miarę
Chwieją się epistemologiczne fundamenty uniwersytetu. Za sprawą uwolnienia gigantycznej energii kognitywnej maszyn myślących możemy trafnie przewidywać rozwiązania problemów bez ich uprzedniego wyjaśnienia. Równania matematyczne, sekwencje genów, języki programowania, hermetyczne wiersze, umarłe języki, precedensy prawnicze… stają się… „proste”. Nawet dla kogoś, kto nigdy nie byłby w stanie pokonać trudności zrozumienia danej kwestii, nie mówiąc o jej rozwikłaniu.
Rozpoczęła się era naukowego przewidywania bez rozumienia.
Uniwersytet umożliwił lub spowodował tę rewolucję, dlatego nie może unikać odpowiedzialności za jej konsekwencje. Przede wszystkim konsekwencji, jakie ponoszą nasi studenci. Obietnica wykształcenia jest obietnicą rozumienia, a następnie uczynienia osobistego pożytku ze zdobytego wykształcenia. Jeśli jednak bioprotezą człowieka jest dziś maszyna myśląca, która dysponuje zdolnością generowania odpowiedzi przekraczających wiedzę i kompetencje profesora, to studenci mają prawo nas pytać, jaki cel ma uniwersytecka edukacja przyszłości?
Niezmiennie tradycyjny. Sens i pożytek ma tylko wiedza wcielona w człowieka, ponieważ tylko człowiek może wziąć odpowiedzialność za świat. Ludzki i nie-ludzki. Celem niezmiennym badań i kształcenia jest dobre życie wspólne. Naszym zadaniem jest dać sobie nadzieję, że może ono być lepsze dzięki powszechnej edukacji i nauce. Tymczasem zaczynamy w to wątpić, co ilustruje dominujące na świecie zainteresowanie badaniami nad sztuczną inteligencją oraz eksploracją kosmosu. Jakbyśmy stracili wiarę w poznawczą moc ludzkiej istoty. I w Ziemię jako nasz jedyny dom.
W środku obwarzanka
Nie istnieje już stała geograficznie strefa umiarkowana. Nawiedzają nas fale upałów i gwałtowne zjawiska pogodowe. Podobny jest klimat społeczno-polityczny. Jakby natura i ludzie wymieniali się skłonnością do ostrej polaryzacji i skrajnych stanowisk, porzucając umiarkowane centrum. Socjologowie zauważają, że scena publiczna przypomina obwarzanek. Pusty środek, to poglądy i postawy umiarkowane, które mają coraz mniejszą liczbę zwolenników, gdyż większość wybiera skrajności. Rezygnujemy z koncyliacji i kompromisu, wciągani przez wirujący pierścień radykalizmu, który oddala nas od siebie, za to zbliża do „swoich”. Umiar, spokojna i rzeczowa rozmowa, uprzejma różnica zdań zdają się niewyraźne, nudne, nie dość słyszalne. Wydaje się, że trzeba krzyczeć, aby być słyszanym z przeciwległego brzegu obwarzanka. Triumf modelu komunikacji, której celem nie jest rozmowa, ale manifestacja skrajnych poglądów, pozbawia uniwersytet społecznego fundamentu. Jeśli jednak pogodzimy się z tym, że społeczny autorytet nauki nie opiera się już na spokojnej, metodycznej racjonalności, ale wymaga agresywnej walki o „wizerunek”, wówczas najwytrwalsi zamilkną lub uznają, że nadszedł czas, kiedy można już tylko krzyczeć, zamiast myśleć i rozmawiać.
Tacyt czy Homer?
Pochwała sprawiedliwego gniewu leży u początków kultury europejskiej. W Iliadzie jest to gniew obrażonego Achillesa; Odyseja bierze tytuł od imienia bohatera, które znaczy „gniewny”. Jako czytelnicy podziwiamy spryt Odyseusza; jesteśmy stronnikami jego gniewu i słusznej zemsty na tych, którzy chcą mu odebrać żonę i tron. Jako ludzie uniwersytetu stoimy jednak po stronie odmiennych cnót. Miarą wartości naszych dokonań jest spokojna rzeczowość, obiektywizm, cierpliwe roztrząsanie przeciwnych racji. Emblematem naszej profesji są raczej słowa Tacyta, który na początku Roczników deklaruje, że przedstawi dzieje Rzymu „sine ira et studio” – „bez gniewu i uprzedzeń”. Problem w tym, że postawa ta nie jest wyłącznie kwestią wyboru.
Choć autonomiczny w realizowaniu misji badawczej i edukacyjnej, Uniwersytet nie może się samoustanowić jako strefa umiarkowania. Aby to się dokonało, musi mieć oparcie w społeczeństwie, dla którego pracuje i które podziela akademickie wartości, widząc w nich istotny fundament dobra wspólnego w państwie demokratycznym. A jeśli jest już za późno i nikt nie chce umiarkowanej prawdy nauki?
Homer – apologeta sprawiedliwego gniewu – daje nam przestrogę w finale Odysei. Epos nie kończy się zemstą bohatera na zalotnikach. Na wieść o ich śmierci gniew ogarnia rodziny zabitych, którzy chcą pomścić swoich synów i krewnych. Odyseusz rozpoczyna z nimi walkę, która zmienia się w kolejną rzeź. Nawet Atena nie potrafi go powstrzymać. Dopiero piorun Zeusa kładzie temu kres. Wtedy Atena „obu stronom kazała zaprzysiąc przymierze”. (przeł. Anna Maciejewska). To piękna fikcja. Nie liczmy na bogów, jeśli odrzucimy rozum, wiedzę, naukę i edukację. Tylko one mogą uczynić tę planetę bezpieczną i sprawiedliwą przestrzenią dla ludzkości.
Nici zaufania
Mamy mocne dowody trwania i rozwoju Uniwersytetu Śląskiego: świetne wyniki ewaluacji dyscyplin naukowych, dużo większą niż w ubiegłym roku liczbę kandydatów na studia, postępującą budowę nowych obiektów, coraz mocniejszą markę UŚ w kraju i za granicą. To fakty ważne i dające powody do satysfakcji. Nie rozstrzygają jednak kluczowego pytania: czy społeczna idea uniwersytetu i wartości, na których został zbudowany, nadal są wystarczająco silnym fundamentem naszej wspólnej pracy.
Odpowiedzi nie znajdziemy we wskaźnikach, rankingach ani sprawozdaniach. Możemy jej natomiast doświadczać codziennie w oddziaływaniu wspólnoty wielu tysięcy pracowników, doktorantów i studentów. Uniwersytet istnieje naprawdę wtedy, kiedy ufamy, że różnica poglądów nie oznacza wrogości, spór nie musi prowadzić do zerwania rozmowy, a krytyka nie odbiera nikomu prawa do szacunku. Wyznając te przekonania, jesteśmy dowodem w sprawie, że takie społeczeństwo jest możliwe również poza uniwersytetem.
Dlatego warto podjąć ryzyko rozpięcia nici zaufania. Nie w naiwnym przekonaniu, że potrafimy zbudować most między każdą różnicą, lecz po to, aby umożliwić sobie nawzajem, choćby na chwilę, opuszczenie miejsca radykalnego poróżnienia.
Chciałbym widzieć nasz uniwersytet w nadchodzącym roku akademickim wsparty na ratowniczej sieci, którą sami dla siebie rozsnujemy. Jej nici odwodzą nas od skrajności, radykalizmu i gniewnej polaryzacji, dając wytchnienie w strefie umiarkowania. Takiej nici nie może wysnuć urząd ani instytucja. Może ją wysnuć tylko człowiek ku drugiemu człowiekowi: przyjaznym słowem, gestem, cierpliwością rozmowy. „Ptak gniazdo, pająk sieć, człowiek przyjaźń.” (William Blake, Zaślubiny Nieba i Piekła ,w przekładzie Czesława Miłosza).
prof. dr hab. Ryszard Koziołek
Rektor Uniwersytetu Śląskiego w Katowicach

