Przejdź do treści

Uniwersytet Śląski w Katowicach

  • Polski
  • English
search
Logo Europejskie Miasto Nauki Katowice 2024

Osiem adresów Korfantego

07.07.2023 - 09:51 aktualizacja 17.07.2023 - 10:32
Redakcja: OO

| Tomek Grząślewicz |

150 lat temu, 20 kwietnia 1873 roku, w małych Sadzawkach (dziś Siemianowice Śląskie) na świat przyszedł jeden z najważniejszych Ślązaków w historii. Z okazji Roku Wojciecha Korfantego wybraliśmy się na wędrówkę po Katowicach śladami polityka. Naszym przewodnikiem był dr hab. Maciej Fic, prof. UŚ z Instytutu Historii UŚ.

3 Maja 42

Budynek VIII LO im. Marii Skłodowskiej-Curie był przed laty siedzibą Gimnazjum Królewskiego, do którego uczęszczał Korfanty. Wychowywany w polskojęzycznej, katolickiej rodzinie, w szkolnych murach zetknął się z kadrą pedagogiczną, która starała się udowodnić mu wyższość kultury niemieckiej nad polską.

– Osiągnęli dokładnie odwrotny efekt – mówi prof. Fic. – Włączył się w działalność propolskich towarzystw. Dyrekcja zdecydowała się relegować go ze szkoły, nie chcąc, aby na studia dostał się jej absolwent z bagażem tego rodzaju doświadczeń, przez co mogła mieć nieprzyjemności. Korfanty powiedział później, że – paradoksalnie – niemieckim nauczycielom zawdzięcza równie dużo, co swej polskiej rodzinie.

Lata szkolne to dynamiczny rozwój osobowości młodego działacza, który w przyszłości będzie w stanie porywać tłumy. Jest ambitny i kreatywny, mocno koncentruje się na obranym celu, umie przemawiać do ludzi. Ma też dobre pióro.

Sobieskiego 11

Na ścianie budynku na rogu ulic Opolskiej i Sobieskiego widnieje tablica upamiętniająca działające niegdyś w tym miejscu Śląskie Zakłady Graficzne i Wydawnicze „Polonia” SA. Wojciech Korfanty założył je w pierwszych latach po odzyskaniu przez Polskę niepodległości. Jego przygoda z prasą zaczęła się dwie dekady wcześniej. Był m.in. publicystą „Górnoślązaka”, a następnie właścicielem i redaktorem naczelnym gazety „Polak”. Sztandarowym tytułem jego wydawnictwa był dziennik „Polonia”, jedna z najnowocześniejszych gazet w ówczesnej Polsce, ukazująca się w wielotysięcznych nakładach.

– Korfanty miał nosa do tego, jak powinno wyglądać dziennikarstwo – twierdzi badacz. – W „Polonii” pojawiały się rozwiązania, takie jak komiks czy specjalny dodatek poświęcony olimpiadzie berlińskiej. Odejście od polityki na rzecz sfery kryminalnej, społecznej i obyczajowej podobało się czytelnikom. Trzeba też pamiętać, że Górny Śląsk był regionem wyjątkowym z dwóch powodów: prawie nie było tu analfabetów oraz istniało zamiłowanie do słowa pisanego. Jedną gazetę czytało kilka osób.

Plac Sejmu Śląskiego

Pomnik twórcy „Polonii” stoi na środku jednego z najważniejszych placów w Katowicach, co wiele mówi o wyjątkowej pozycji Korfantego w mieście i regionie. Jego oblicze zwrócone jest w kierunku potężnego, modernistycznego gmachu Sejmu Śląskiego i pokryte bruzdami, które zdają się opowiadać o burzliwym przebiegu jego kariery politycznej. Choć jako polityk kojarzony jest głównie z chrześcijańską demokracją, na początku swej drogi związał się z Ligą Narodową Romana Dmowskiego.

– Na pewno wynikało to w jakiejś mierze ze światopoglądu – komentuje naukowiec. – Pod koniec XIX wieku, kiedy Wojciech Korfanty chce się włączyć w aktywność polityczną, po polskiej stronie wybór ma relatywnie niewielki: środowisko socjalistyczne albo narodowe. Na początku jego wychowanie i podejście z perspektywy chrześcijańskiej demokracji było bliskie temu, co głosili reprezentanci narodowej demokracji. Nie bez znaczenia były też kontakty personalne, które w życiu Wojciecha Korfantego były często równie ważne, jak przekonania, postawy i poglądy.

Niezależnie od zmiennych kolei związków z Ligą Narodową, jako polityk funkcjonujący w obrębie niemieckiego systemu parlamentarnego przed I wojną światową Korfanty konsekwentnie zachowywał orientację propolską. Dokonał prawdziwego przełomu, stając się pierwszym w dziejach posłem do Reichstagu ze Śląska, który przystąpił do Koła Polskiego (wcześniej należeli do niego wyłącznie parlamentarzyści z Pomorza oraz Poznańskiego). Brutalnie atakowany przez przeciwników oraz własne środowisko, a nawet oskarżany o zdradę, wycofał się z powtórnego kandydowania do parlamentu w 1912 roku. Kiedy jednak sześć lat później ponownie uzyskał mandat, tuż przed końcem I wojny światowej, 25 października 1918 roku wygłosił słynne przemówienie w Reichstagu, w którym żądał przyłączenia Górnego Śląska do mającego się wkrótce odrodzić państwa polskiego.

– Możemy sobie wyobrazić, jak zabrzmiało to dla strony niemieckiej po 150 latach panowania, germanizacji i rozbudzania potencjału gospodarczego tych terenów. Nagle wychodzi poseł i mówi, że te ziemie są polskie. To wystąpienie pokazuje, że Korfanty miał odwagę oraz zdolność kreowania i artykułowania swoich wizji.

W momencie, gdy kończy się wojna, a zaczyna faza konfliktów zbrojnych pomiędzy Polską a Niemcami, Wojciech Korfanty jest jednym z najbardziej doświadczonych polityków na Śląsku. Kiedy więc w związku z wyznaczonym na mocy traktatu wersalskiego plebiscytem na Górnym Śląsku pojawia się idea powołania Polskiego Komisariatu Plebiscytowego, uznano, że to właśnie on powinien stanąć na jego czele. Prof. Fic zwraca uwagę, że stanowisko to było co najmniej równie istotne, jak pełniona później przez Korfantego funkcja dyktatora III powstania śląskiego:

– Polski komisarz plebiscytowy miał dwa podstawowe zadania. Po pierwsze – stworzenie namiastki polskiej administracji. Do tej pory nie było placówek, których pracownicy mogliby bronić polskich interesów i reprezentować propolsko nastawione społeczeństwo. I po drugie, jeszcze bardziej kluczowe – przeprowadzenie kampanii plebiscytowej, która skończy się dla Polski sukcesem. Było to wydarzenie nieporównywalne do niczego innego i wyjątkowe z kilku powodów. W lutym 1920 roku pojawia się polski komisarz plebiscytowy oraz wojska sprzymierzone pilnujące porządku na Górnym Śląsku, czyli otwiera się szansa dla strony polskiej, żeby prowadzić agitację w ramach kampanii. Plebiscyt odbył się w marcu 1921 roku, czyli przez 13 miesięcy trwała rywalizacja polsko-niemiecka na niespotykaną wcześniej skalę i z użyciem wszelkich dostępnych środków. Dzisiejsze kampanie przed wyborami powodują u niektórych poczucie przesytu po kilku tygodniach.

Do historii przeszła „krowa Korfantego”, czyli hasło wytrych, za pomocą którego propaganda niemiecka próbowała ośmieszyć polskie obietnice. Oto w ramach agitacji były poseł Reichstagu miał w trakcie jednego z wieców obiecać krowę każdemu rolnikowi, który zagłosuje w plebiscycie za Polską. Strona niemiecka ochoczo podchwyciła ten wątek, przedstawiając zwierzę w karykaturalnej formie na wielu plakatach. Polacy nie pozostali Niemcom dłużni, odpowiadając „kozą Urbanka”. Jak możemy ocenić efekty pracy Korfantego jako komisarza?

– Wynik nie był dla strony polskiej satysfakcjonujący, bo te w uproszczeniu 3/5 głosów za pozostaniem w granicach Niemiec to była niekorzystna informacja. Wydaje się, że sam Korfanty liczył na więcej, patrząc jednak obiektywnie, za Polską zagłosowało prawie pół miliona ludzi, którzy nie mieli polskich korzeni w takim rozumieniu, jak my dzisiaj. Budzili w sobie polskość w połowie XIX wieku, zaufali nowemu państwu, które pojawiło się w roku 1918, zupełnie nie wiedząc, w jaką stronę się rozwinie. Z tej perspektywy myślę, że był to sukces Wojciecha Korfantego.

budynek VI Liceum Ogólnokształcącego im. Jana Długosza
VI Liceum Ogólnokształcące im. Jana Długosza, siedziba sztabu III powstania śląskiego | fot. Tomek Grząślewicz

Lwowska 2/4

Neogotycki ceglany budynek VI Liceum Ogólnokształcącego im. Jana Długosza w samym sercu Szopienic przykuwa uwagę przechodniów. Przed ponad stu laty mieściła się w nim siedziba sztabu III powstania śląskiego, którego dyktatorem był Korfanty. Jak wyglądało jego przywództwo w tym kluczowym dla dziejów Górnego Śląska okresie?

– Korfanty od samego początku był uznawany za bardzo pragmatycznego polityka i przywódcę wojskowego. Powstanie wybucha, żeby osiągnąć zaplanowany cel polityczny – tłumaczy prof. Fic. – Dajemy sygnał, że jesteśmy gotowi do walki, ale też szybko wysyłamy sygnał, że siadamy do stołu i podejmujemy negocjacje. To miał być symboliczny zryw zbrojny, całkiem inny od polskiej tradycji walki rodem z dziewiętnastowiecznych powstań. Dyktator podobno zamknął się w pokoju i wytyczył tzw. linię Korfantego, czyli wyznaczył granicę maksymalnie na zachód, gdzie jego zdaniem strona polska w plebiscycie w większości opowiedziała się za włączeniem do państwa, a potem starał się tak poprowadzić ofensywę powstańców, żeby nie przekroczyli tej linii. Chciał, żeby tam zatrzymali swoje działania i aby z tej perspektywy rozpocząć negocjacje.

Czy można było osiągnąć więcej? Krytycy Korfantego wskazywali, że powstanie zostało wygaszone zbyt wcześnie.

– Kontrowersje wokół oceny Korfantego jako dyktatora III powstania śląskiego to efekt sporu politycznego, który rozgorzał po roku 1922. Dzisiaj historycy są właściwie zgodni: nie dało się powstania wygrać militarnie. Walka oznaczała tylko przesunięcie w czasie pewnych rozmów politycznych i dyskusji. W moim przekonaniu decyzja Korfantego była więc słuszna, natomiast działania części grupy Wschód z Michałem Grażyńskim na czele, dążącej do dalszej walki, wpisywały się w polski model marzenia o możliwości zbrojnego zwycięstwa.

Powstańców 23

W niepodległej Polsce Korfanty kontynuował karierę polityczną. Był posłem na Sejm I i II kadencji oraz przez pewien czas wicepremierem w rządzie Wincentego Witosa. W lipcu 1922 roku został desygnowany na premiera RP, ostatecznie jednak nim nie został, głównie z uwagi na niechęć i sprzeciw Józefa Piłsudskiego.

Lata 20. to również okres stabilizacji finansowej byłego dyktatora III powstania śląskiego. Poza działalnością wydawniczą w czasie tym był członkiem wielu rad nadzorczych przedsiębiorstw na Górnym Śląsku. Symbolem jego rosnącego statusu materialnego jest stojąca do dziś przy ulicy Powstańców 23 willa, przypominająca stylem efektowną wiejską rezydencję. Obecnie mieści się w niej przedszkole, zaś o tym, że jej właścicielem i mieszkańcem był niegdyś Wojciech Korfanty, przypomina tablica na ścianie budynku.

– Ta zamożność wielu kłuła w oczy – komentuje prof. Fic. – Zaczęto mówić, że Korfanty wywodzi się ze środowisk robotniczych, ale zachowuje się jak burżuj. Rządzący zaczynają prowadzić działania przeciwko niemu. Powołują komisję, dokonują kontroli, wreszcie stawiają Korfantego przed Sądem Marszałkowskim pod zarzutami defraudacji. Zarzuty zostają oddalone, ale na Korfantego spada pewne odium.

Wojewódzka 33

Równolegle do działalności na arenie krajowej Korfanty przez lata piastował też stanowisko posła do Sejmu Śląskiego. Pierwotnie posiedzenia tego organu odbywały się w imponującym neogotyckim gmachu na rogu ulic Wojewódzkiej i Damrota, czyli dzisiejszej siedzibie Akademii Muzycznej im. K. Szymanowskiego w Katowicach. Poglądy głoszone przez Korfantego – zarówno w Sejmie Śląskim, jak i Sejmie RP – bardzo często sytuowały go w opozycji względem rządzących.

– Stał się symbolem oporu przeciwko sanacji – zauważa prof. Fic. – Ówczesna polaryzacja w polskiej polityce była zbliżona do dzisiejszej, łatwo więc sobie wyobrazić, jak bardzo niechętne były mu władze. W ramach Sejmu Śląskiego dążył na przykład do powołania komisji badającej przypadki działań przemocowych wobec opozycji (w tym mniejszości niemieckiej). Sam fakt powołania takiej komisji był niedobrą wiadomością dla Michała Grażyńskiego, wojewody śląskiego z ramienia sanacji.

Kiedy po rozwiązaniu drugiego Sejmu Śląskiego w 1930 roku przestał obowiązywać immunitet Korfantego, polityk został aresztowany. Pobyt w Twierdzy Brzeskiej był dla niego wyczerpujący fizycznie i psychicznie. Schudł ok. 25 kg, najbardziej bolesny jednak był dla niego sposób, w jaki potraktowało go państwo polskie, na rzecz którego pracował niemal przez całe życie. Po ponownym wyborze na posła został uwolniony, tuż przed wejściem w życie konstytucji kwietniowej w 1935 roku, w obawie przed dalszym prześladowaniem zdecydował się jednak na wyjazd do Czechosłowacji.

Grób Wojciecha Korfantego
Grób Wojciecha Korfantego na cmentarzu przy ul. Francuskiej | fot. Tomek Grząślewicz

Francuska 26

Ostatnie lata życia Korfantego to okres, w którym nad Europą gromadzą się ciemne chmury. Dzieje się tak w Polsce, gdzie władze odmawiają politykowi wydania listu żelaznego, kiedy chce przyjechać do umierającego na białaczkę syna. Przede wszystkim jednak w Niemczech, które nieuchronnie prą do wojny. Po wkroczeniu Wehrmachtu do Czechosłowacji w marcu 1939 roku Korfanty udaje się do Paryża, a następnie, w obliczu spodziewanej agresji zachodniego sąsiada, przez Danię dociera do Gdyni, a stamtąd do Katowic.

– Tu zgłasza się od razu do prokuratury, gdzie słyszy, że może się udać do domu i ma jedynie informować o ewentualnych zmianach adresu – relacjonuje historyk. – Wkrótce zostaje jednak aresztowany, wywieziony do Warszawy i osadzony w więzieniu na Pawiaku. Po kilku miesiącach rządzący zwalniają go z powodu zaawansowanej choroby, prawdopodobnie nowotworu wątroby. Nie chcą, aby zakończył życie w więzieniu. Jest zbyt słaby, żeby go przewieźć do Katowic; trafia do szpitala i umiera 17 sierpnia 1939 roku.

Pogrzeb Wojciecha Korfantego na cmentarzu przy ulicy Francuskiej zgromadził kilka tysięcy osób. W niecałe dwa tygodnie później wybuchła wojna, zamykając dzieje II Rzeczypospolitej – państwa, które Korfanty pomógł zbudować.

Dudy-Gracza

Od kilku lat na ścianie kamienicy od strony ulicy Dudy- -Gracza znajduje się mural przedstawiający bohatera naszego tekstu. Czy Polska pamięta o Wojciechu Korfantym?

– Zwłaszcza na Śląsku wyraźnie widać mnogość różnych inicjatyw podejmowanych, aby upamiętnić Korfantego – uważa prof. Fic. – Istotne było włączenie go w panteon ojców niepodległości. Był to pierwszy sygnał, że to polityk równorzędnego kalibru, co Józef Piłsudski, Roman Dmowski czy Wincenty Witos. Na szczęście coraz więcej osób o tym wie.

Artykuł pt. „Osiem adresów Korfantego” został opublikowany w czerwcowym numerze „Gazety Uniwersyteckiej UŚ” nr 9 (309).

Mural Wojciecha Korfantego

Mural Wojciecha Korfantego od strony ul. Dudy-Gracza | fot. Tomek Grząślewicz

return to top