Przejdź do treści

Uniwersytet Śląski w Katowicach

Zimowanie na Spitsbergenie. Jak sobie radzić w czasach izolacji? | cz. 2

29.04.2020 - 10:54 aktualizacja 29.04.2020 - 10:54
Redakcja: MK, Sekcja Prasowa
Tagi: izolacja, Spitsbergen, zimowanie

Katarzyna Stachniak jest absolwentką Uniwersytetu Śląskiego w Katowicach. Ukończyła geografię na specjalizacji eksploracja obszarów Polarnych i górskich w 2018 roku. Jest również byłą studentką dr inż. Małgorzaty Błaszczyk. Kontynuuje pracę naukową i planuje podjęcie studiów doktoranckich na UŚ, gdzie aktualnie pracuje jako starszy techniczny w Instytucie Nauk o Ziemi. Była uczestniczką XXXXI wyprawy polarnej na Spitsbergen na przełomie lat  2018–2019.

|Katarzyna Stachniak|

W świecie polarnym, z którym zetknęłam się już jako studentka, wielokrotnie słyszałam, że prawdziwym polarnikiem jest ten, kto przetrwa rok w Arktyce, czyli przezimuje – odizolowany od cywilizacji, kojarzonej przecież głównie ze światem wygody. Brzmiało to dla mnie jak wyzwanie, pobudzające moją ciekawość i chęć doświadczenia przygody.

Postanowiłam więc przeżyć taki rodzaj doświadczenia i od razu po ukończeniu studiów magisterskich, cztery dni po obronie, wsiadłam na statek Horyzont II płynący do Polskiej Stacji Polarnej Hornsund im. Stanisława Siedleckiego na Spitsbergenie, gdzie podjęłam pracę jako obserwator meteorologiczny.

Czy wtedy myślałam, że będę żyła w izolacji przez ponad rok?

Przygotowywałam się do tego wyzwania kilka miesięcy, a w myślach może i kilka lat. Przeczytałam wiele książek i wysłuchałam licznych historii polarników odwiedzających tamte rejony. Otrzymałam wskazówki i rady, które uświadamiały mnie, z czym będę musiała się zmierzyć. Zawsze wydawało mi się to czymś normalnym i akceptowalnym, bo wiedziałam, że to mój wybór, coś, czego pragnę. Żyć w Arktyce, w otaczającej mnie biało-błękitnej czystości krajobrazu, ciszy i spokoju, ale jednak z nutą nieznanej grozy, jaka zawsze czeka na zewnątrz i dotychczas karmiła moją ciekawość.

Dostrzegam teraz jedną zasadniczą różnicę między tamtejszą świadomą izolacją z własnej woli, a aktualnie narzuconą izolacją ze względów bezpieczeństwa. Ta pierwsza izolacja związana z zimowaniem jest w pełni przemyślana, zaakceptowana i podejmowana z chęcią. Z kolei do tej drugiej, izolacji epidemiologicznej, musimy się powoli przyzwyczaić i zaakceptować pewien stan rzeczy natychmiast, co jest początkowo trudniejsze. W pewnym sensie nie mamy wyboru.

Natomiast teraz uważam, że zarówno na zimowanie, jak i inny rodzaj izolacji, nie da się w wcześniej przygotować. Zimowanie trzeba przeżyć, by je zrozumieć, by zrozumieć samego siebie, swoje zachowanie w warunkach izolacji, a także skrajnych warunkach, jakie panują w Arktyce. Każda izolacja jest inna ze względu na ograniczoną przestrzeń, czy to budynków Stacji Polarnej, czy też naszego małego mieszkania, domu. Jest inna ze względu na zróżnicowane osobowości towarzyszy, z którymi w izolacji spędzamy czas, staramy się współpracować i mimo niekorzystnych warunków, w których żyjemy, czerpać z życia jak najwięcej.

O swoich doświadczeniach z zimowaniem na Spitsbergenie opowiadała już dr inż. Małgorzata Błaszczyk (link do artykułu: Zimowanie na Spitsbergenie. Jak sobie radzić w czasach izolacji? | cz. 1). Zimowała dziesięć lat wcześniej! Z przyjemnością przeczytałam więc jej wspomnienia, żeby przekonać się, jak podobne mogą być niektóre doświadczenia! Historia przysłowiowego Kubka, o którym wspomniała dr inż. Małgorzata Błaszczyk była mi znana. Początkowo opowieść o nim rozbawiła mnie swoją prostotą, uznawałam to raczej za przesadzoną anegdotę. Teraz już wiem, że nie tylko nie była wyolbrzymiona, lecz również… nie było w niej nic zabawnego. Każdego ranka mojego dyżuru stacyjnego polegającego na przygotowaniu śniadania, obiadu i sprzątaniu Stacji, średnio 3, 4 razy w miesiącu cierpliwie zbierałam z przedziwnych lokalizacji takie zostawione przez kolegów i koleżanki Kubki. Dodam, że w Stacji jest bardzo dobra zmywarka, w której mogły się znaleźć wszystkie naczynia odstawione przez użytkownika! Czy taka błahostka może zdenerwować?

Pewnie myślicie, że wszystko zależy od osoby, jej humoru, charakteru… Powiem Wam, że z pewnością zirytuje w izolacji, która trwa ponad rok. Ale to Wy w tej izolacji musicie nad tą irytacją zapanować, by nie przerodziła się w bardziej negatywne zachowania.

Czy czasem w domu ktoś z Twojej rodziny nie składuje brudnych naczyń na swoim biurku? Ile razy Cię to zirytowało? A ile razy milczałeś/-aś, z miłości zabrałeś/-aś cicho kubek, by go zwyczajnie umyć?

To kluczowe wyzwanie, panować nad samym sobą, swoimi emocjami i zachowaniami, które mogą urazić lub skrzywdzić drugiego człowieka. W izolacji, małej zamkniętej wspólnej przestrzeni Stacji, gdzie żyje 8–11 obcych sobie osób, to jedna z najważniejszych zasad.

Myślę, że ta zasada powinna towarzyszyć nam teraz, zwłaszcza w domu, naszej ostoi.

Gdy zimownicy zaczynają rozumieć i respektować siebie nawzajem, powoli wszystko zaczyna przybierać inny wymiar. Stajemy się bardzo cierpliwi, wybaczamy, jesteśmy jakby bardziej mili dla siebie. Niektórzy nawet zaprzyjaźniają się na wiele, wiele lat, później utrzymując ze sobą kontakt. Oczywiście zawsze kiedyś przyjdzie taki moment, że atmosfera robi się bardziej „gęsta”. Z reguły wtedy, gdy za długo siedzimy w zamkniętej Stacji, za oknem noc polarna, śnieżyca lub pada deszcz i nie można nawet iść na spacer, „przewietrzyć głowę”, a bezczynność, monotonia i brak pomysłów na nowe zajęcia sprzyjają spadkom nastroju. Wtedy trzeba tę atmosferę jakoś rozładować, zanim wybuchnie awantura. W takich sytuacjach sprawdzają się szalone dziecięce pomysły, które rozbawią największego „gbura” w Stacji.

Wyobrażasz sobie dorosłych ludzi, średnia wieku – 30 lat, którzy stwierdzają w ciemną noc polarną, siedząc na kanapie, że idą lepić bałwana i robić wojnę na śnieżki? Którzy budują ze starych rupieci sanie śnieżne, pojazd gąsienicowy, a nawet mały helikopter? Kreatywność człowieka nie ma granic. Potrzebuje do działania tylko czasu, a tam, na Spitsbergenie, jest go jakby więcej.

Czasem, jak już awantura się zbliża (a będziesz to czuł), to zapamiętaj, że ona nigdy do niczego dobrego  nie prowadzi, lepsza jest szczera spokojna rozmowa.
W tym polarnym środowisku jak najszybciej należy nauczyć się pokory i magicznego słowa PRZEPRASZAM. To właśnie czyni nas najbardziej odważnymi ludźmi, gdy potrafimy przyznać się do własnych słabości i błędów.

Kolejne ważne zasady podczas izolacji:

  • nie pozwól sobie, ani Twoim bliskim się nudzić, 
  • nie popadnij w rutynę,
  • znajdź sobie zajęcie!

Gdy za oknami Stacji ciemno, zimno, około -22⁰C, wieje i śnieży od tygodnia, a  zarówno Internet, jak i telewizja okazują się nie działać w śnieżycę, najlepszym rozwiązaniem były wspólne prace grupowe, tj. przygotowywanie obiadów, deserów, ciast czy pieczenie pizzy na wspólną kolację, której czasem towarzyszyły ciekawe imprezy i gry w karty lub na konsoli Xbox.

Czasem były to zwyczajne prace domowe, wielkie sprzątanie Stacji, układanie rzeczy w magazynach, dezynfekcja łazienek czy kuchni. Jak człowiekowi się nudzi, to naprawdę potrafi zrobić ciekawe porządki, na które kiedyś nigdy nie było czasu. A efekty pracy cieszą każdego, zwłaszcza, że po pracy zawsze musi być jakaś nagroda!

Jednak przychodzą i takie dni, że towarzystwo osób trzecich też nam dokucza i chcemy pobyć trochę sami. Trzeba to również uszanować, bo każdy regeneruje się inaczej. Z reguły w zaciszu pokoi, warsztatu czy innych laboratoriów Stacji powstawały ciekawe rzeczy.

Ja podczas zimowania też lubiłam czasem pobyć sama ze sobą, czytać ciągle odkładane na później książki, obrabiać zdjęcia, wypalać obrazy w drewnie, robiąc prezenty urodzinowe zimownikom, robić ręcznie papierowe kartki okolicznościowe, nawet próbowałam malować obrazy żywicą. Nauczyłam się też całkiem nieźle piec torty, ciasta i ciasteczka. Wtedy z kolei koledzy i koleżanki zarzucali mi, że ich tuczę. Ale dalej jedli z wielką ochotą wszelkie łakocie. Był to zawsze argument, żeby jednak usiąść razem po obiedzie przy kawie i ciastku. Musieliśmy pamiętać, że każdy z nas jest daleko od domu i rodziny. Chociaż na chwilę warto było zadbać o poczucie wspólnoty i nasze relacje.

Podzieliłam się krótką historią moich doświadczeń z tamtego czasu. Co robię teraz, podczas aktualnej izolacji? Mam znacznie więcej obowiązków wynikających ze zdalnego i zadaniowego trybu pracy, do którego musiałam się przystosować „na już”. Uporządkowanie systemu pracy zajęło mi ponad tydzień. Okazało się jednak, że oszczędzam czas, który zajmowała mi przykładowo logistyka i przemieszczanie się, ale rozpraszają mnie teraz obowiązki domowe. Musimy wypracować w sobie pewne zasady działania w nowych warunkach i trzymać się ich, by zachować efektywność pracy. W zaciszu domowym dalej dużo piekę, a wiosenna pora sprzyja sadzeniu nowych roślin i początkom zakładania domowego ogródka. Odkąd znów można spacerować w lesie, wychodzę podziwiać wiosenne krajobrazy. Zbliża się lato, więc co by się nie działo, trzeba z tego korzystać!

Z doniesień starszych kolegów z pracy słyszę, że prace licencjackie i magisterskie znacznie szybciej się rozwijają w tym czasie, a na elektronicznych pocztach promotorów pojawia się coraz więcej treści. Tak trzymać!

Może są rzeczy, których nie jesteśmy w stanie teraz zrobić, ale z pewnością znajdą się inne, które w przyszłości mogą okazać się równie owocne.

Zdjęcie portretowe Katarzyny Stachniak
Katarzyna Stachniak – w pobliżu Lodowca Hansa | fot. Arkadiusz Piwowarczyk

W pierwszej części artykułu prezentowane są wspomnienia dr inż. Małgorzaty Błaszczyk z Instytutu Nauk o Ziemi UŚ, która była uczestniczką XXXI wyprawy polarnej na Spitsbergen, na przełomie lat  2008–2009. Obie polarniczki łączą: pasja pracy w świecie Arktyki oraz wspólne doświadczenia związane z izolacją polarną – tzw. zimowaniem. Czy coś się zmieniło w ciągu dziesięciu lat? Czy problemy związane z izolacją są podobne?

Warto porównać te opowieści: Zimowanie na Spitsbergenie. Jak sobie radzić w czasach izolacji? | cz. 1

return to top