Przejdź do treści

Uniwersytet Śląski w Katowicach

Emila Adamus, Julia Czudaj, dr Aneta Głowacka | Poszukiwania kropli w teatralnym morzu

14.07.2020 - 09:27 aktualizacja 27.07.2020 - 11:48
Redakcja: MJ, Sekcja Prasowa UŚ
Tagi: #UŚwspiera, internet, pandemia, teatr

| Emilia Adamus, Julia Czudaj, dr Aneta Głowacka |

Wydaje się, że globalną pandemię człowiek przewidział już wiele lat temu. Powstało nawet kilka mrożących krew w żyłach filmów science fiction. Mało kto jednak brał pod uwagę, że fantastyczne scenariusze zaczną realizować się w rzeczywistości. Nawet, gdy docierały do nas pierwsze migawki pokazujące dramatyczne sceny rozgrywające się na chińskich ulicach – nikt nie chciał wierzyć, że zagrożenie pandemią jest realne i wkrótce dotrze także do nas: do Europy, do Polski, a w końcu na Górny Śląsk. Z perspektywy czasu nie dziwi więc to, że decyzja o zamknięciu teatrów z 10 marca br., spowodowana wprowadzeniem przez rząd stanu epidemii, wydawała się zaskakująca, niewygodna, a nawet niepotrzebna.

W przystosowaniu się do nowej rzeczywistości z pewnością nie pomagała teatrom perspektywa zbliżających się premier. Teatr Zagłębia zaledwie kilka dni po wstrzymaniu działalności instytucji kultury miał grać po raz pierwszy Ślub Witolda Gombrowicza w reżyserii Radosława Rychcika. Decyzja o zamknięciu teatru zapadła w trakcie prób generalnych. Teatr Śląski w kolejnym tygodniu planował zaprosić widzów na premierę Agaty Dudy-Gracz Prawda prawda prawda prawda prawda prawda prawda prawda prawda prawda prawda prawda, do której powstania została uruchomiona ogromna teatralna machina. Ominęły nas także duże, kwietniowe wydarzenia – nie zobaczyliśmy nowości Teatru Rozrywki (Zakonnica w przebraniu, reż. Michał Znaniecki), Teatru Miejskiego w Gliwicach (Alicja w krainie dziwów, reż. Anna Nowicka) Teatru Śląskiego (Potop, reż. Jakub Roszkowski) oraz premiery Jędrzeja Piaskowskiego w Teatrze Zagłębia w Sosnowcu. Co było dalej? Teatr, tak jak cały świat, przeniósł się do przestrzeni wirtualnej i zaczął tam budować alternatywną scenę – scenę w Internecie. Jak wyszło? Repertuar zastępczy, który serwowano wtedy widzom zwięźle podsumowują słowa Samuela Taylora Coleridge’a: „Wszędzie wody bezmiar wielki, a do picia ani kropelki”.

W obliczu globalnej izolacji, z dnia na dzień, wykrystalizował się nowy cel działalności teatrów – podtrzymywanie wirtualnych więzi z widzem. Niestety, wydaje się, że wszystkie proponowane przez teatry inicjatywy były do siebie bardzo podobne. Nie zabrakło czytania fragmentów klasyki literatury dorosłym i dzieciom, zajęć ruchowych, odsłaniania teatralnych kulis czy domowych „relacji z przetrwania” artystów. Wreszcie, udostępniano rejestracje wybranych spektakli, co w wielu przypadkach było żelaznym elementem teatralnego repertuaru. W pewnym momencie zaczęło nas nawet nurtować pytanie: czy teatry inspirują się wzajemnie swoimi kolejnymi cyklami online, czy raczej brak różnorodności wynika stąd, że działalność w sieci, mimo wszystko, zamyka się w pewnych ramach ograniczających artystyczne formy.

Oczywiście, pojawiły się też bardziej interesujące inicjatywy. Opera Śląska zaproponowała konkursy i quizy adresowane do widzów. Lekcje dykcji i emisji głosu online prowadzili aktorzy z Teatru Zagłębia. Z kolei artyści Teatru Rozrywki podawali „do śniadania” recitale. Warto podkreślić, że działania teatrów ze Śląska nie różniły się znacząco od tych, które proponowały teatry w innych regionach kraju. Według nas największą konsekwencję w przekazywaniu treści online można było obserwować na profilach dużych teatrów ze stolicy: TR Warszawa czy Teatru Nowego (jednak te teatry od dłuższego już czasu wykazują się ponadprzeciętną innowacyjnością w prowadzeniu swoich social mediów). Wszystko to, co rozgrywało się w ostatnim czasie w teatralnym świecie uświadamia, że teatr to nie tylko ludzie (choć bez nich by nie istniał!). Teatr to również miejsce, do którego tęskni się tak samo mocno, jak za spotkaniami z ludźmi i przedstawieniami na żywo. Działalność teatru w sieci to tylko substytut, wyjście awaryjne, które sprawdza się doraźnie. Proces tworzenia, który jest nieodłącznym elementem teatru, wymaga czasu, a jego efekt końcowy jest wynikiem współpracy wielu ludzi. W przypadku projektów internetowych ten proces został zredukowany do szybkiego „tu i teraz”, bo „właśnie tu i teraz” żyje świat wirtualny. Mimo szczerych chęci i dobrej woli ze strony pracowników teatrów odpowiedzialnych za program i promocję, pojawił się w tym tymczasowym, internetowym repertuarze przesyt treści, bałagan, do którego widzowie tradycyjnego teatru nie byli przyzwyczajeni.

Paradoksalnie, z tego nieładu wyłoniły się także zjawiska pozytywne: została odczarowana stereotypowa elitarność teatru, sztuka zaczęła docierać do osób z mniejszych miejscowości, które do tej pory były dyskryminowane ze względu na miejsce zamieszkania. W czasie zamknięcia instytucji kultury można było zobaczyć przedstawienia z teatrów, w których rzadko się bywa, bo znajdują się daleko albo dojazd do nich nie jest najlepszy. O tym, że teatr w sieci miał w tym czasie sens (nawet jeśli działania były chaotyczne), świadczy fakt, że projekty i spektakle wrzucane na fanpage’e teatrów z reguły cieszyły się dużą popularnością, w wielu przypadkach liczba odbiorców przekraczała jednego wieczoru ponad tysiąc widzów online. W Teatrze Zagłębia w Sosnowcu pierwsze z cyklu czytanie bajek przez Agnieszkę Bałagę-Okońską w dniu transmisji miało rekordową liczbę oglądających, tj. ponad 30 tysięcy. A więc propozycje online miały za każdym razem więcej widzów, niż mogłoby się ich pojawić w rzeczywistości na teatralnej widowni.

Czas pandemii, mimo wielu „atrakcji” dostarczanych przez teatry uświadomił również, że istotą sztuki teatralnej jest spotkanie na żywo. Pojawiła się więc tęsknota za żywym kontaktem, przebywaniem w jednej przestrzeni artystów i widzów. To stało się możliwe dopiero w czerwcu, jednak widzowie musieli dostosować się do nowych wymogów sanitarnych. Spektakle można było oglądać tylko w maseczkach, a teatry sprzedawały mniejszą liczbę miejsc. W wielu teatrach widzowie byli sadzani co dwa, trzy miejsca. To oczywiście oznacza mniejsze wpływy do kasy teatralnej, dlatego w wielu instytucjach proponowano sztuki małoobsadowe (np. w najnowsza premiera w Teatrze Polskim w Bielsku-Białej), przenoszono repertuar z małej sceny na dużą, zapraszano widzów – jak w Teatrze Rozrywki – na kameralne koncerty. Innym rozwiązaniem były spektakle w plenerze, które proponował swoim widzom między innymi Teatr Zagłębia.

Co ciekawe, nowa sytuacja społeczna wymusiła również nowe podejście do sztuki teatralnej. Pojawiły się więc formy bliźniacze do teatru telewizji, które można określić wspólnym mianem – teatr Internetu. Ufo Teatru Miejskiego w Gliwicach w reżyserii Iwana Wyrypajewa oraz Pandemony Teatru Śląskiego im. Stanisława Wyspiańskiego w reżyserii Roberta Talarczyka to realizacje, które swoją premierę i pokazy miały wyłącznie w sieci (spektakl Talarczyka wciąż można obejrzeć na stronie internetowej teatru). Do ich produkcji zostały wykorzystane środki, które nie często znajdowały zastosowanie w teatrze żywego planu lub w teatrze telewizji. Jeżeli już się pojawiały, to tylko jako element dodatkowy, urozmaicenie środków artystycznego wyrazu (aktorzy nagrywali siebie na przykład za pomocą telefonów komórkowych). W nowych internetowych produkcjach nie bez znaczenia był dobór tekstu (to były zwykle dwuosobowe etiudy), miejsca akcji (akcja często odbywała się w prywatnych mieszkaniach aktorów), proces rejestracji (za pomocą telefonów komórkowych, komunikatorów internetowych, pojawiała się też kamera), a nawet aktorska obsada (zespół nie mógł spotykać się  w teatrze, więc nagrania odbywały się w kameralnych grupach). Ciekawą propozycją z tego nurtu był także projekt Jędrzeja Piaskowskiego i Huberta Sulimy, którzy z aktorami Teatru Zagłębia przygotowali ośmioodcinkowy Pamiętnik przetrwania. Każdy odcinek miał formę wideo pamiętnika, w którym aktorzy opowiadali o własnym doświadczeniu izolacji: o tym, jak zmieniła się ich sytuacja, jak spędzają czas, jakie mają emocje w związku z zamknięciem, jak wpływa na nich zmiana sposobu funkcjonowania i co znaczy ona dla nich, jako ludzi i twórców.

Zastanawiamy się, czy ta „izolacyjna” forma internetowego teatru będzie kontynuowana, gdy teatry powrócą do swojej standardowej działalności. A może to, co pojawiło się w czasie pandemii na stronach teatrów to po prostu film? Jaką drogą podąży teatr okaże się już wkrótce, bo większość instytucji nie planuje w tym roku przerwy wakacyjnej albo znacząco ją skróci. Lipcowe spektakle zagra Teatr w Bielsku-Białej. W sierpniu natomiast będziemy mogli obejrzeć spektakle Teatru Zagłębia, Teatru Śląskiego, czy Teatru Miejskiego w Gliwicach. Mimo, że sanitarne wymogi nadal nie pozwalają na to, by wizyta w teatrze wyglądała tak, jak kiedyś, to wspaniałe jest to, że znów będziemy mogli się w nim zobaczyć i cieszyć się oglądaniem spektakli! Tym bardziej, że w wakacje rzadko mieliśmy taką możliwość (w przeszłości niektóre teatry proponowały wakacyjny program w formie kilkudniowych wakacyjnych przeglądów). I chociaż problem nadchodzącego sezonu teatralnego to wciąż dla wszystkich wielka niewiadoma, instytucje nie rezygnują z tworzenia kolejnych planów repertuarowych i przygotowywania się do kolejnych (czasem odłożonych w czasie) premier. O zbliżających się wydarzeniach i zmieniającej się dynamicznie sytuacji, będziemy informować na nowym portalu www.lecimyposcenach.pl, do którego odwiedzania, jako współautorki, serdecznie zapraszamy!

Tekst powstał po zakończeniu projektu „Lecimy po scenach”, realizowanego w ramach zajęć z warsztatów animacji kultury pod kierunkiem dr Anety Głowackiej.

 


Emilia Adamus i Julia Czudaj (studentki III roku kulturoznawstwa, spec. do spraw widowisk teatralnych)

Dr Aneta Głowacka (Instytut Nauk o Kulturze, Uniwersytet Śląski w Katowicach)

kurtyna w sali teatralnej

return to top