Przejdź do treści

Uniwersytet Śląski w Katowicach

Psychologiczny kontrakt z uczelnią. Rozmowa z prof. Barbarą Kożusznik, pełnomocnikiem rektora ds. rozwoju kadr

06.05.2020 - 13:27 aktualizacja 06.05.2020 - 14:36
Redakcja: MK, Sekcja Prasowa
Tagi: praca, rozwój, uczelnia

Kilka dni temu obchodziliśmy Święto Pracy, odpoczywaliśmy podczas tegorocznej majówki, potem wróciliśmy do swoich służbowych obowiązków, chociaż wciąż większość z nas nadal pracuje w formie zdalnej w związku z pandemią koronawirusa.

O tym, jak dobrze funkcjonować w pracy, szczególnie, jeśli jest się związanym z uczelnią i jakim miejscem powinien być dziś uniwersytet, mówi prof. dr hab. Barbara Kożusznik, pełnomocnik rektora ds. rozwoju kadr, dyrektor Interdyscyplinarnego Centrum Rozwoju Kadr.

|dr Małgorzata Kłoskowicz|

Pani Profesor, wyobraźmy sobie uczelnię, w której wszystko działa niezawodnie. Jeśli potrzebny jest zestaw probówek czy odczynników, dostarcza się je tego samego dnia. Ktoś musi skorzystać z danego źródła bibliograficznego? Dostaje do niego dostęp. Praca wymaga odpowiednio wyposażonego laboratorium? To żadne wyzwanie, wystarczy złożyć wniosek. Każdy pracownik wychodzi więc z pracy szczęśliwy, spełniony, pełen pozytywnej energii. Raj? A może piekło?

To jest dobre pytanie. Myślę, że muszą zostać spełnione pewne warunki brzegowe, abyśmy mogli dobrze funkcjonować w pracy. Jestem absolutnie przekonana, że sprawnie działające zaplecze badawcze, dydaktyczne, techniczne czy administracyjne stanowiłoby namiastkę raju i niewątpliwie w tym kierunku, chociażby małymi krokami, powinniśmy dążyć.

Natomiast kwestia szczęścia, zadowolenia czy poczucia spełnienia nie jest już taka oczywista w ocenie. W psychologii pracy i organizacji pojawia się taka interesująca myśl, że gdybyśmy każdego dnia byli bardzo zadowoleni ze swojej pracy, moglibyśmy popaść w samozachwyt. To wiąże się z kolei z podejmowaniem rozmaitych, nie do końca przemyślanych działań mających nas utwierdzać w przekonaniu o własnej wielkości i wspaniałości. Naszym współpracownikom moglibyśmy w ten sposób zgotować piekło.

Każdy człowiek ma pewne zadania do wykonania, nie pracuje jednak sam. Spotyka na swojej drodze różnych ludzi, co wiąże się z pewną atmosferą pracy, codziennie podejmuje też różne działania.  Te dwa obszary są ważne. W jaki sposób je zrównoważyć, aby sprzyjały naszemu rozwojowi?

Przyjrzyjmy się pracownikom uczelni odnajdującym się lepiej lub gorzej w tych obszarach. Jeśli chodzi o zadania, są tacy, którzy będą zwracać uwagę na zbyt duże obciążenie dydaktyczne. Inni z kolei tęsknią za kontaktem z młodymi ludźmi, ze studentami, z którymi mogą dzielić się swoją wiedzą.

Podobnie jest w przypadku interakcji. Są ludzie dumni z pracy zespołowej, zachwycają się współpracą ze swoimi koleżankami i kolegami. W gronie pracowników pojawią się też głosy osób, które swoją naukową czy artystyczną pracę postrzegają wyłącznie jako samotną drogę wiodącą przez meandry nauki czy sztuki.

Takie rozwarstwienie obserwujemy również w odniesieniu do tak zwanego kontekstu pracy. Znakomitym przykładem jest reforma szkolnictwa wyższego. Część osób domagała się zmiany systemu i widzi w tych zmianach szansę, inni wręcz przeciwnie – z niepokojem spoglądają w przyszłość i nie godzą się na przykład na konstruowanie narzędzi mierzących działalność badawczą i dydaktyczną. Szkiełko i oko vs. czucie i wiara, odwieczny dylemat.

Otrzymujemy tym samym konstelację różnych czynników, które dopiero w całości tworzą uniwersytet. Niezwykła to i zarazem niełatwa różnorodność.

Ktoś mądrze kiedyś powiedział, że praca to miejsce, w którym sukces człowieka spotyka się z sukcesem świata. Uczelnia jest takim miejscem. Tutaj człowiek ma większe szanse, żeby swój osobisty sukces zobaczyć, jak w zwierciadle, w szerszym kontekście. Nieważne, czy chodzi o wynalazek, rozwiązanie edukacyjne, czy też o inspirującą myśl.

Uczelnia jest również miejscem, w którym zarówno sukces, jak i porażka są różnie rozumiane. Mamy pewne wyobrażenia, które uczelniana rzeczywistość dosyć szybko weryfikuje.

Dotykamy znów kwestii, które Pani poruszyła na początku naszej rozmowy. Gdy podpisujemy umowę o pracę, zawieramy pewien rodzaj obustronnego, niepisanego kontraktu psychologicznego. Jeśli mam uczyć studentów, zakładam, że otrzymam dostęp do odpowiednio wyposażonej sali dydaktycznej, dostosowanej do liczby słuchaczy. Jeśli prowadzę badania, zakładam, że będę mieć do dyspozycji profesjonalne laboratoria. Spodziewam się, że dostanę gabinet, w którym mogłabym odpocząć, zorganizować dyżury, spotkać się z przedstawicielami biznesu itd.

Taki niepisany kontrakt zawiera też oczekiwania uczelni. Można się spodziewać, że nie będę się spóźniać do pracy, że będę publikować artykuły w odpowiednich czasopismach, pracować w zespole, prowadzić badania naukowe rzetelnie, a zajęcia w sposób interesujący, przyciągający słuchaczy i wreszcie, że będę przekazywać informacje zgodne z aktualnym stanem wiedzy na świecie – bez względu na dyscyplinę, którą reprezentuję.

Bardzo łatwo ten kontrakt zerwać, co staje się źródłem rozczarowania, rodzi poczucie niesprawiedliwości i czasem bezradności, a stąd już tylko krok do wypalenia zawodowego. Trudno traktować wówczas poważnie swoją rolę.

Co może odbudować ten psychologiczny kontrakt?

Kilka lat temu zapoznałam się z wynikami jednego z badań mającego na celu sprawdzenie, co kieruje osobami szukającymi zatrudnienia akurat na uczelniach. Możemy deklarować, że jesteśmy tutaj, ponieważ chcemy zmieniać świat, a tak naprawdę szukamy stabilnego miejsca pracy, które oferuje elastyczne godziny pracy. Badanie pokazało, że ostatnie dwa argumenty były najczęściej wymieniane przez respondentów. Pewnie wolelibyśmy usłyszeć, że tu można realizować swoje pasje, odkrywać prawdę, rozwiązywać globalne problemy… Jeśli tak nie jest, może nie powinniśmy pracować na uczelni? Nie rezygnujmy z rozmowy o tym, jakim miejscem powinien być uniwersytet. Tu powinni spotykać się najlepsi z najlepszych, elita. Wydaje mi się, że trochę o tym zapomnieliśmy. Nie da się tego jednak w pełni zrealizować, jeśli również uczelnie nie wywiążą się ze swoich obowiązków i nie będą dążyły do zapewnienia najlepszych z możliwych warunków pracy i nie będą dbały o wzmacnianie i docenianie swoich naukowców, badaczy, dydaktyków, pracowników wsparcia administracyjnego. Warto głośno mówić o niepisanym psychologicznym kontrakcie, który wiąże nas z uczelnią i uczelnię z nami.

Dziękuję za rozmowę.

Zdjęcie portretowe prof. Barbary Kożusznik
prof. dr hab. Barbara Kożusznik, pełnomocnik rektora ds. rozwoju kadr, dyrektor Interdyscyplinarnego Centrum Rozwoju Kadr | fot. Małgorzata Kłoskowicz

 

return to top